piątek, 20 stycznia 2017

Stopover w Santiago de Chile


Do Santiago de Chile przylatuję o drugiej w nocy. Czeka na mnie umówiony wcześniej przez Internet kierowca, jak się okazuje, właściciel hotelu. Pan jest bardzo towarzyski, dużo mówi, chociaż jego angielski jest jeszcze gorszy niż mój hiszpański. Udaje mi się zrozumieć, że prowadzi hotel razem z synem. Chcąc podtrzymać rozmowę, chociaż oczy same się zamykają, pytam:
– Ile lat ma syn?
– Trzy piętra, a na parterze mieszkamy.
No to sobie porozmawialiśmy…

 
Ta noc jest baaardzo krótka. Jeżeli chcę zjeść śniadanie, a chcę, muszę się na nim stawić do godziny dziewiątej. 

Zjadłam, spakowałam rzeczy, które w hotelu zaczekają na mnie do wieczora. No i niespodzianka! Kiedy chcę wymienić kartę w aparacie fotograficznym, okazuje się, że tej zapasowej, która była w bocznej kieszeni torby, nie ma. Mogła zostać ukradziona tylko przez obsługę lotniska lub hotelu w Quito. Ale prawdy już się nigdy nie dowiem, a zresztą do czego mi ta wiedza teraz potrzebna! Ważne jest, że nie wymieniłam karty wczoraj – pozbyłabym się wszystkich dotychczas zrobionych zdjęć, w tym tych z Galapagos! Chociaż może tę zapełnioną schowałabym do środka torby, a nie zostawiła tak, żeby był do niej łatwy dostęp. No, to dzisiaj czeka mnie jeszcze kupno karty.

Stolica Chile nie jest mi zupełnie nieznana. Dwa lata temu spędziłam tutaj dwa dni z ostatnią zorganizowaną wycieczką, w jakiej brałam udział. Nie znaczy to jednak, że nie ma tu już nic więcej do zobaczenia ponad to, co widziałam.
 
Cerro Santa Lucía to kolebka Santiago i chyba najbardziej znane i rozpoznawalne miejsce w stolicy. Tutaj, na wzgórzu zwanym przez rdzennych mieszkańców Huelén, 12 lutego 1541 roku konkwistador hiszpański Pedro de Valdivia rozłożył obóz i postanowił założyć nowe miasto. Ponieważ był to dzień poświęcony św. Łucji, wzgórze zostało mianowane jej imieniem. Wieńczy je wybudowany w 1820 roku Fort Hidalgo. Pod koniec XIX wieku wzgórze otrzymało barokową oprawę. Wytyczono ścieżki, założono ogrody, fontanny, wiele z nich przyozdobiono, na hiszpańską modłę, płytkami azulejos.  

 
Odwiedzam i Plaza de Armas, i Palacio de Moneda, i nawet nie odpuszczam sobie uznawanego za najlepsze i najbardziej interesujące w Santiago Muzeum Sztuki Przedkolumbijskiej. Rzeczywiście, zbiory imponujące, a pani kasjerka daje mi grzecznościowo bezpłatny bilet na legitymację przewodnika turystycznego. 



Zgodnie z tym, jak się umówiłam z właścicielem hotelu i kierowcą w jednej osobie, o 18:00 stawiam się w hotelu i niecałą godzinę później jestem na lotnisku.


Palacio de La Moneda – siedziba prezydenta Chile (1784–1805)
















Catedral Metropolitana de Santiago (1748–1800)


Mercado Central de Santiago (1872)

Pomnik poświęcony bohaterom poległym

w czasie bitwy morskiej pod Iquique (1879),

jednej z bitew
w tzw. wojnie saletrzanej między Peru a Chile

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz