W hotelu czeka
mnie jednak miła niespodzianka. Zostaję powitana jak ktoś znajomy. A to
dlatego, że jestem z Polski, i w dodatku z Krakowa, a właśnie tydzień temu
wyjechał od nich Polak, student japonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim,
który w hotelu pracował przez dwa miesiące. Od razu też okazuje się, że ktoś
właśnie odwołał rezerwację i mam już pewny drugi nocleg. Pani na recepcji
obiecuje, że jeżeli żadna „jedynka” się nie
zwolni, to tak poprzestawia rezerwacje w dormitoriach, że będę spała w
„czwórce”, a nie w pokoju ośmioosobowym. Fajnie. Widmo spania pod mostem
zostaje oddalone!

Zostawiam bagaż
i czym prędzej idę „w miasto”, wzdłuż rzeki Nakashima. Co kilkadziesiąt metrów
most. Piąty czy szósty, który mijam, to najsławniejszy most Nagasaki i
najstarszy, wybudowany w 1634 roku, kamienny most Japonii.
To
Meganebashi – Most Okularowy.
I
rzeczywiście, lustrzane odbicie w wodzie dwóch przęseł daje wrażenie położonych
nad rzeką olbrzymich okularów.
Nieopodal grupka Japończyków karmi kolorowe,
dobrze już utuczone karpie. Czy u nas też miałyby szanse spokojnie sobie żyć w
publicznej bądź co bądź rzece?!
Docieram do
części handlowej miasta, robię zakupy spożywcze, wracam do hotelu. Okazuje się,
że kolejna osoba odwołała rezerwację, zatem już na trzy noce mam pewny nocleg w
pokoju jednoosobowym. W dwie pozostałe zdobędę nowe doświadczenie pt.: spanie w
dormitorium.
Kolejnego ranka
budzi mnie odgłos muzyki. Wyglądając
przez okno, widzę grupę ludzi popychających osłonięty folią (no bo przecież
musi siąpić!) jakiś pojazd czy konstrukcję. Towarzyszy im kapela i nieduża
asysta ubranych w kimona kobiet. Domyślam się, że idą na rozpoczynający się o
godzinie ósmej pierwszy spektakl festiwalu Kunchi. Ja zaplanowałam sobie udział
w spektaklu popołudniowym, zatem pierwsze, co dzisiaj zrobię, to będzie zakup
biletu.
Ale zanim
jeszcze kupię bilet, muszę zaopatrzyć się w gotówkę. No i nie mogę w tym
miejscu nie wspomnieć o największym zaskoczeniu, jakiego doświadczyłam po
przyjeździe do Japonii. Otóż w tym kraju, będącym dla nas, a przynajmniej dla
mnie, symbolem nowoczesności i zaawansowanych technologii, zapłacenie
czegokolwiek kartą płatniczą graniczy nieomalże z cudem. Liczy się tylko
cash (gotówka). Rozbestwiona tym, że w
Nowej Zelandii czy Australii za najmniejszy, w najmniejszej „pipidówce”,
kilkudolarowy zaledwie zakup płaciłam kartą, przeżyłam szok i muszę się
przyzwyczaić do noszenia przy sobie gotówki w większej niż zazwyczaj ilości.
Tymczasem przywieziony i uzyskany z wymiany na lotnisku
cash w ósmym dniu pobytu jest na wykończeniu i trzeba zdobyć nowy.

Jest godzina
dziewiąta, jestem pierwszą klientką banku, towarzyszę panu otwierającemu
podwoje i tym samym mam okazję podpatrzenia, jak rozpoczyna się dzień pracy w
japońskim biurze. Pan, który otwierał zamki – zapewne kierownik – staje
pośrodku sali i mówi parę zdań. Wszyscy pozostali słuchają w pozycji „na
baczność”, stojąc za swoimi biurkami. Pan kierownik kilkakrotnie skłania się na
powitanie, wszyscy pozostali się odkłaniają, równie nisko jak pan kierownik,
odpowiadają chórkiem formułę powitania i przystępują do pracy.
A mnie czeka
kolejny wstrząs. Okazuje się, że w tym banku, wskazanym mi jako bank
obsługujący obcokrajowców, wymiana waluty obcej na jeny jest nie lada
wyzwaniem. Dolary mogę wymienić o dziesiątej, a funty o jedenastej! Widząc moją
osłupiałą minę, pan „bankier” podejmuje męską decyzję i przystępuje do wymiany
dolarów. Pomaga mu koleżanka. Ile razy kserują mój paszport, nie wiem, tracę
rachubę. Ostrzegawczy pisk automatu do sprawdzania banknotów wprawia ekipę w
dodatkowe zdenerwowanie. Wyciągają wielką księgę wzorców banknotów i sprawdzają
banknot, przy którym maszyna „dała głos”. Wreszcie uznają, że ten odgłos to był
fałszywy alarm. Pani bierze koszyczek, wkłada do nich moje trzydzieści dolarów
i udaje się do skarbca. Po bardzo długiej chwili wraca z równowartością jenów.
Praca nad transakcją trwa prawie pół godziny, a ja jestem szczęśliwa, że nie
podjęto się również wymiany funtów – trwałoby to pewnie dwa razy dłużej.

Równowartość
trzydziestu dolarów nie wystarczy mi jednak na długo – to była transakcja o
charakterze raczej porządkowym, chciałam się ich pozbyć. Potrzebuję więcej
gotówki, zatem teraz muszę znaleźć bankomat. Na parterze banku, w dość sporym
holu, jest co prawda kilkanaście bankomatów, ale opisane są tylko po japońsku.
Nie będę ryzykowała utraty karty, bo wiadomo, że dialogu z automatem nie
nawiążę. Ale przy okazji mogę zobaczyć, jak wygląda wymiana kaset z banknotami.
Dwie panie, bez żadnej obstawy, przywożą kasety na stoliku na kółkach. W
pomieszczeniu jest kilkoro klientów wybierających właśnie pieniądze, ale to
kobietom nie przeszkadza. Otwierają szafę jednego z bankomatów, jedna z nich
oddala się do biura, druga spokojnie robi swoje, nie zwracając uwagi na
plączących się po sali ludzi. Czy oni tak zawsze? Nie bojąc się, że ktoś może
wykorzystać taki kompletny brak ochrony do napadu, do rabunku?

Kiedy pani
skończyła i zamknęła szafę, podchodzę do niej, chcąc poprosić o pomoc w
skorzystaniu z bankomatu. Pani nie zna angielskiego, ale gestem każe mi czekać,
po chwili przyprowadza anglojęzyczną koleżankę. Ta informuje mnie, że bankomaty
w tej sali są tylko do kart wydanych w Japonii i że moją kartą mogę wybrać
gotówkę w bankomacie, który jest na poczcie.
– A gdzie
jest ta poczta, daleko? Możesz mi powiedzieć, jak tam dojść?
– Zaprowadzę
cię.
Zamiast
tłumaczyć, jak mam dojść, idzie ze mną. Poczta
jest rzeczywiście trochę daleko, poza tym kilka razy trzeba skręcać. Żeby
trafić, musiałabym kilka razy pytać przechodniów, ale wobec braku powszechnej
znajomości języka angielskiego dotarcie do celu niekoniecznie zakończyłoby się
sukcesem. Już na poczcie pani upewnia się w okienku, czy rzeczywiście w tym
bankomacie cudzoziemka może wybrać pieniądze, po czym towarzyszy mi, mimo że
bankomat „mówi” po angielsku.
– No bo
jeżeli miałabyś jakieś problemy, to może będę mogła ci pomóc.
Po raz kolejny
doświadczam bezinteresownej pomocy, może nawet więcej, opieki mieszkanki
Japonii.
Zaopatrzona w gotówkę i bilet na
popołudniowy spektakl mogę już bez przeszkód oddać się zwiedzaniu.
 |
Rzeka Nakashima poza centrum miasta |
|