niedziela, 1 lutego 2026

Od kamieniołomu do obszaru chronionego - Bamburi Haller Park. Mombasa, Kenia

Park Hallera to park w Bamburi, na peryferiach Mombasy, który powstał w wyniku przekształcenia nieużytku po kamieniołomie.


Historia parku zaczyna się w latach 1952-1954, kiedy - ze względu na pokłady wapienia - zlokalizowano w tym miejscu zakład produkcji cementu (Bamburi Cement). Produkcja szybko wzrastała. Zakładane zdolności produkcyje wynosiły poczatkowo 140 tys. ton cementu rocznie, z czasem wzrosły do 1,1 mln ton rocznie. Działalność przedsiębiorstwa i intensywne wydobycie wapienia spowodowało kolosalną degradację terenu. W 1970 roku Bamburi Cemet powierzyło René Hallerowi (podobno na jego wniosek, czy raczej prośbę) zbadanie możliwości zrewitalizowania nieużytków powstałych na miejscu kamieniołomów wapienia.

René Haller (ur. 1933) – szwajcarski przyrodnik, z wykształcenia architekt krajobrazu i ogrodnik, specjalista w zakresie agronomii. W 1959 roku został zatrudniony przez Bamburi Cement do nadzorowania plantacji warzyw i owoców.


Opis trwajacej latami jego pracy - próby z różnymi roślinami, metodami przekształcenia wyjałowionej gleby w taką, na której mogłoby coś wegetować i przyciagać ptaki i owady - nie jest przedmiotem tego wpisu. Ważne jest, że po kilkunastu latach teren został przekształcony w obszar ochronny i nazwany imieniem René Hallera - Bamburi Haller Park. W 1984 roku udostępniono go zwiedzającym. 


W ostatnich dekadach XX wieku w parku zadomowiło się ponad 300 gatunków roślin, 30 gatunków ssaków i 180 gatunków ptaków.


Na terenie parku zorganizowano niewielki ogród zoologiczny i farmę rybną. Niektóre źródła mówią o ogrodzie botanicznym, ale nie znajduję go, widzę natomiast przy niektórych roślinach napisy, więc może to taki "ogród w ogrodzie".


Zresztą "ogród zoologiczny" to też za dużo powiedziane. Organizacyjnie i terytorialnie wydzielono m.in. "park gadów", "sanktuarium krokodyli", "pawilon motyli", dwa wybiegi dla hipopotamów, wybieg dla żyraf. Dużych żółwi nie widziałam - o ich istnieniu wiem z tabliczek: "siadanie na żółwiach jest zabronione". Małe żołwiki innych gatunków pływały w basenie w parku gadów. 


I nie ma co ukrywać - większość odwiedzających przychodzi tutaj właśnie dla żyraf. Bo to jedna z niewielu okazji aby na własnej dłoni podać takiej damie z długą szyją smaczki zakupione u pana strażnika. I można ją nawet pogłaskać!


A biegające między ludźmi a żyrafami (w zagrodzonej strefie ochronnej) werwety (kotawiec sawannowy z rodziny koczkodanów) mają używanie - sporo granulek karmy dla żyraf spada z rąk karmiących lub rozerwanych torebek, a one tylko na to czekają. 


Na karmienie hipopotama można tylko popatrzyć - jak pan z obsługi wrzuca do jego rozwartego pyszczydła połówki kapusty czy arbuza. I posłuchać mlaskania kiedy je pracowicie przeżuwa.


Kiedy po zaspokojeniu potrzeby nakarmienia żyrafy i popatrzenie na mlaskającego hipcia chodzę ścieżkami parku mam wrażenie, że jest nieco zaniedbany. Jedna z farm rybnych pracuje,  jest zadbana (w 1971 roku, równolegle z projektem zalesiania, rozpoczęto projekt hodowli ryb; dochody z ich sprzedaży idą na potrzeby parku), druga farma na jaką się natykam, jest opuszczona. Może tylko czasowo. 



Być może, że to co biorę za zaniedbanie jest celowym działaniem nastawionym na naturalną regeneację środowiska.


Jakkolwiek jest, bliskie spotkanie z żyrafami warte bylo przyjazdu tutaj. 






sobota, 31 stycznia 2026

Wrota Piekieł - Park Narodowy Hell's Gate. Kenia


Park Narodowy Hell's Gate/Wrota Piekieł - piękne miejsce na wulkanicznym grzbiecie o wysokości 1900 m n.p.m - położony jest w pobliżu jeziora Naivasha w Kenii, około 90 kilometrów na północny zachód od Nairobi.


Park zawdzięcza swoją nazwę "dramatycznemu i nieziemskiemu krajobrazowi, na który składają się strome klify, głębokie wąwozy i aktywność geotermalna przywołująca na myśl piekło." To w kwestii piekła. 

"Wrota/Brama" to nawiązanie do przerwy w klifach, którą zajmował niegdyś dopływ prehistorycznego jeziora w Wielkim Rowie Afrykańskim.

W opisach tego miejsca pojawia się również nazwa "wąwóz Njorowa/Ol Jorowa", zamiennie do nazwy "Hell’s Gate". Niekiedy jednak jest ona odnoszona tylko do mniejszego wąwozu u stóp Wieży Centralnej.

Park Narodowy założony w 1984 roku  zajmuje obszar 68,25 kilometrów kwadratowych. Znany jest ze swojej bioróżnorodności i krajobrazów. 


Park zamieszkują antylopy, bawoły, żyrafy, zebry, elandy, gazele Tompsona, hieny, pawiany, guźce, serwale. I nie jest to lista skończona. Spotyka się ślady gepardów.


W parku żyje ponad 103 gatunki ptaków, w tym sępy, orły afrykańskie, myszołowy i jerzyki. Ostatnią parę orłosepów widziano dość dawno, w 1984 roku.


Jest to jeden z niewielu, o ile nie jedyny park narodowy w Kenii, w którym można chodzić i jeździć rowerem (można też oczywiście brać udział w safarii jeżdżąc specjalnymi samochodami - takim jeździłam uczestniczac w safari w Serengeti i Ngorongoro).

Ale takiej możliwości, że można bez samochodu, nie odpuszczę.  


Nie decyduję się jednak na wynajęcie roweru, chociaż niejednokrotnie z takiej możliwości korzystałam w różnych krajach. Wiem, że droga tutaj piaszczysta, ile przejdę, to moje...

Na teren parku wchodzę głównym wejściem zwanym Bramą Elzy. Nie bez powodu - pięć kilometrów dalej znajduje się kompleks Elsamere, związany z autorką książki "Elza z afrykańskiego buszu" (https://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2026/01/elsamere-dla-upamietnienia.html).



Już z daleka widać samotną skałę - to Wieża Fischera. Jeden z dwóch wulkanicznych czopów, nazwana na cześć niemieckiego odkrywcy Gustava Fischera, który dotarł do wąwozu w 1882 roku. Pan przygotowuje liny wspinaczkowe, chwilę później przyjeżdża dziewczyna, która wspinaczkę włączyła w swój program wizyty w parku.  


Wieżę Fischera upodobały sobie również góralki/góralkowce - pięknie pozują do zdjęć.


Idę sobie dalej. Już wcześniej dostrzegłam guźce, teraz całkiem blisko drogi pasą się antylopy - nie rozróżniam z jakiej rodziny w systematyce tych zwierząt, ale to nie ma znaczenia. Zebra patrzy mi prosto w oczy...


Podjeżdża na rowerze strażnik ochrony przyrody, prosi, żebym się zatrzymała, bo spore stadko bawołów ma zamiar przejść "przez jezdnię", a tutaj to one mają pierwszeństwo... To zrozumiałe.  

Przeszły, mogę iść dalej. 

Do Wieży Centealnej jeszcze sporo kilometrów...


Korzystam z nieoczekiwanej propozycji rodziny z Polski (bardzo, bardzo DZIĘKUJĘ!), która zwiedza park samochodem "safaryjskim" i rowerami, i... zostaję podwiezionia kilka kilometrów. 

Dzięki temu mam wiecej czasu na podejście do Wieży Centralnej (kolejny zerodowany stożek wulkaniczny), na cieszenie oczu urodą wąwozu u stóp tejże wieży.



Czas wracać.

Znów antylopy, zebry, gdzieś w dali żyrafy... przy niewielkim bajorku sekretarze. Biały nalot na klifach to znak, że bywają tam sępy.


"Z obowiązku" wypada jeszcze dodać, że krajobrazy wąwozu były inspiracją dla twórców "Króla lwa" a plenerem niektórych scen filmu "Lara Croft: Tomb Raider – Kolebka życia" był teren parku. 

Wykorzystując zasoby naturalne (gorące źródła, gejzery) w parku oddano do użytku kilka stacji geotermalnych i od 2019 roku znaczna część Parku Narodowego Hell's Gate przekształciła się w obszar przemysłowy z wieloma rurociągami, elektrowniami i ruchliwymi drogami. Niestety...

Mimo tego... to był piekny dzień. 

Więcej zdjęć: https://www.facebook.com/share/p/16qsMdc6Fb/