sobota, 2 lipca 2016

Outback – czerwone wnętrze Australii. Cz. III.



Niedaleko za kopalnią, w prawo od naszej trasy, odgałęzia się szlak Strzeleckiego. Przy skrzyżowaniu dróg odwiedzamy niewątpliwego oryginała, filozofa buszu. Holender z pochodzenia, Cornelius Alferink, znany jako Talc Alf, poeta, artysta, swój sposób na życie zalazł w rzeźbieniu w talku, minerale z gromady krzemianów. W 1960 roku wyemigrował do Australii i jako asystent geologów miał swój udział w odkryciu pokładów talku. Wtedy też „odkrył” talk dla siebie – jako materiał rzeźbiarski. Kiedy dowiaduje się, skąd jestem, przywołuje całą swoją wiedzę na temat Strzeleckiego i jego udziale w nadaniu nazwy najwyższemu szczytowi Australii. 


Czasy pierwszych poganiaczy wielbłądów przypomina Marree, kiedyś punkt zaopatrzenia dla właścicieli wielbłądów sprowadzonych tutaj dla celów budowy linii kolejowej przecinającej Australię z południa na północ. Marree to także początek starego szlaku Oodnadatta, którym jedziemy dalej w kierunku Coober Pedy.

Jeziora Eyre, jednego ze słonych, depresyjnych jezior wnętrza Australii, nie udaje nam się oglądnąć, gdyż jest ono jeziorem w pełni tego słowa znaczeniu zaledwie raz na kilkanaście lub więcej lat. Całymi latami utrzymują się zaledwie niewielkie kałuże w najniżej położonych miejscach. W pełni wypełnione wodą było zaledwie trzy razy od czasu osiedlenia się tutaj Europejczyków! Ale na zdjęciach udaje się uchwycić biały pasek soli na horyzoncie. 



Pijemy piwo w William Creek, miejscowości, w której zameldowane jest zaledwie siedem „dusz”, znanej z filmu „Priscilla, królowa pustyni”. Autobus, rekwizyt filmowy, nadal stoi w wiosce i służy do fotografowania.

Chwilę zadumy przeżywamy, stojąc przed najdłuższym, mierzącym 9600 kilometrów i 1,8 metra wysokości, płotem świata. Wybudowany w latach 1880–1885 miał ograniczyć straty hodowców owiec na południu Australii powodowane przez psy dingo żyjące na północy. Płot „zagrał” też w filmie Polowanie na króliki, kiedy to jego bohaterki, trzy aborygeńskie dziewczyny „skradzionego pokolenia” wracały do domu wzdłuż płotu będącego dla nich drogowskazem w wędrówce do wioski, w której mieszkali członkowie ich rodzin i plemienia. Nasza zaduma dotyczy właśnie tego „skradzionego pokolenia”. W okresie 1900–1970 prowadzona była polityka odseparowywania dzieci Aborygenów od ich rodzin, umieszczania ich w internatach czy białych rodzinach zastępczych. Dopiero w roku 2008 premier Australii przeprosił rdzennych mieszkańców za praktyki dyskryminacji i prześladowania stosowane wobec nich.



W Coober Pedy łapiemy zasięg i skupieni na wysyłanych SMS-ach w milczeniu czekamy na pizze. No i oczywiście schodzimy w głąb ziemi, zwiedzając niegdysiejszą kopalnię opali zamienioną w muzeum. Na poszukiwanie opali czasu nie starcza. Poza tym musimy się jeszcze domyć – korzystając z publicznej łaźni – na dalszą część podróży. Nie wiadomo, kiedy nadarzy się następna okazja.





Wschód słońca na Malowanej Pustyni zapamiętam na zawsze. Malowane promieniami wschodzącego słońca piaskowe skały zmieniają kolory z minuty na minutę. Inna feeria barw zaskakuje nas parę dni później w Ochre Pits, miejscu, w którym Aborygeni pozyskiwali, i pozyskują, barwniki do ceremonialnego zdobienia ciał. A teraz również do malowania kropkowanych obrazów – o ile nie wykorzystują w tym celu tańszych i wygodniejszych akryli.



W Oodnadatta, kiedyś kwitnącym ośrodku, końcowej stacji linii kolejowej zwanej Ghan, zanim ta została poprowadzona dalej do Alice Springs, pracująca w barze Niemka bierze mnie za swoją rodaczkę. Żałuję, ale jestem tylko sąsiadką, za to chętnie przyprowadzam jej Sabine. Mają o czym pogadać. Niemka przyjechała tu przed dwoma laty i tak sobie pozostała. Można i tak. W budynku nieczynnej już stacji kolejowej mieści się teraz muzeum, a przed stacją benzynową stoi kilka pociągów drogowych, olbrzymich ciężarówek liczących po kilka przyczep. 

 



























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz