niedziela, 15 czerwca 2014

Meseta Centralna – nie tylko San José…



…ale także Cartago, Paraíso de Cartago, Ujarrás, Cachí, Orosí, Tres Ríos. I parę innych miejscowości i wulkanów które można zwiedzić zatrzymując się w San José. Te wymienione, położone na południowy-wschód od stolicy, można zwiedzić w czasie dwóch dni. Są doskonale skomunikowane z miastem. Na zachód i na północ od San José też jest parę miejsc godnych zobaczenia ale to sobie zostawiam na koniec mojego pobytu w Ameryce Środkowej. Po powrocie z Nikaragui miejscem wypadowym aby zwiedzić tę część Mesety Centralnej czynię miasto Alajuela, w którym położone jest lotnisko, z którego odlecę do Europy.

Położone na Mesecie Centralnej, na wysokości około 1600 m n.p.m., San José zostało założone dopiero w roku 1737 jako Villa Nueva. Stolicą Kostaryki zostało w 1823 roku. Wcześniej funkcję tę pełniło Cartago założone przez konkwistadora Juana Vasqueza de Coronado. Dzisiaj w centrum Cartago można oglądać świadectwo tego, jak niewiele znaczy człowiek ze swoimi planami, zamiarami i oczekiwaniami.



Las Ruinas to ruiny kościoła św. Jakuba Apostoła. Już pierwsi koloniści, od chwili osiedlenia się, od 1563 roku, chcieli w tym miejscu zbudować kościół. Kolejne świątynie były niszczone przez trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanu. Kiedy w gruzach legła w 1910 roku kolejna budowla, nie podjęto już próby jej odbudowy. Zagospodarowano ruiny, przekształcając je w całkiem przyjemny park. Park zamknięty murami, które przetrwały kataklizmy.

Ale mimo to Cartago pozostało centrum religijnym Kostaryki – kostarykańską Częstochową. W bazylice Matki Boskiej Anielskiej czczona jest patronka Kostaryki – La Negrita – Czarnulka. W podziemiach kościoła znajduje się skała, na której zgodnie z tradycją znaleziono w 1635 roku niewielką figurkę Matki Boskiej wyrzeźbioną w czarnej wulkanicznej skale. Mimo zabierania figurki z tego miejsca najpierw przez indiańską dziewczynę, później przez miejscowego księdza, w niewiadomy sposób wracała na skałę, zatem wybudowano w tym miejscu kościół. Obecna bazylika wzniesiona w 1924 roku w stylu bizantyńskim gromadzi tysiące wiernych. 2 sierpnia, w święto patronalne kościoła, przybywają pielgrzymki, często piesze, czasem część drogi odbywana jest na kolanach. 


Kilkanaście kilometrów dalej, w Ujarrás oglądam ruiny najstarszego, z XVII wieku, kościoła Kostaryki. Z punktu widokowego podziwiam żyzną dolinę Orosí, zagłębie upraw kawy i bananów, oraz sztuczne jezioro hydroelektrowni Cachí.
 

Stąd już niedaleko do La Casa del Soñador (Domu Marzyciela) – jednopiętrowego domu z trzciny ozdobionego drewnianymi rzeźbami. Dom wzniósł i rzeźbionymi w drewnie figurkami ozdobił sławny, nieżyjący już (zmarł w 1995 roku) kostarykański prymitywista Macedonio Quesada. Dzisiaj w tym miejscu rzeźbią kolejne figury świątków jego synowie.


W samym mieście Orosí oglądam mecz piłkarski na boisku, w jakie zamieniono główny plac miasta, a w niewielkim Muzeum Sztuki Religijnej w dawnym klasztorze franciszkanów podziwiam prawdziwe skarby, jakich istnienia w tym miejscu nikt by nie podejrzewał. Chwilę oddechu od zatłoczonych miejskich ulic zapewniam sobie w ogrodzie botanicznym Lancaster w Paraíso de Cartago. Taką nazwę – Raj – nadali temu miejscu zmęczeni upałami konkwistadorzy, gdy dotarli do nieco chłodniejszego zakątka tych ziem, gdzie na chwilę przestały ich nękać roznoszące malarię komary.  



Kilometry nabijam, gdy usiłuję w Tres Ríos znaleźć rzeźbę najsławniejszego żyjącego artysty Kostaryki – Ibo Bonilla – architekta, rzeźbiarza, matematyka i pedagoga. Właśnie tutaj, w biznesowo-handlowym centrum Terra Campus znajduje się najwyższa rzeźba Kostaryki jego autorstwa. „Spirala sukcesu” to osiemnastometrowej wysokości przyrdzewiałe żelastwo, inspirowane Kwiatem Życia, pradawnym wzorem pojawiającym się niemal w każdej kulturze świata. Pan policjant tak się przejął tym, że nie wie, gdzie znajduje się Terra Campus, że uruchomił chyba wszystkie służby miasta, żeby mi pomóc. I pomógł! A że było trochę daleko…
Sama rzeźba, jakkolwiek bardzo adekwatna do miejsca, w którym się znajduje (wszystkie biznesy i handle świata potrzebują sukcesu!), nie robi na mnie jednak większego wrażenia. Dużo bardziej podoba mi się logo kampusu – inspiracja kamiennymi kulami jest bardzo czytelna.  

1 komentarz: