Malakka to wpisane na listę UNESCO miasto
zabytek. Ślady portugalskiej konkwisty mieszają się ze śladami holenderskiej i
brytyjskiej kolonizacji, ale nie zatarły pozostałości islamskich początków
miasta.
Brama Santiago - pozostałość twierdzy Famosa (1512). W głębi ruiny kościoła św. Pawła. |
Malakka
pozostanie w mojej pamięci miastem w kolorze bordowo-różowym, no może z
domieszką brązu. Bordowo-różową barwę mają budynki w historycznym centrum
miasta: Stadhuys
– ratusz wybudowany w 1650 roku przez Holendrów, protestancki kościół Chrystusa,
wieża zegarowa, budynki pobliskich uliczek, fragmenty murów. Wzdłuż ulicy
łączącej plac Holenderski z Bramą św. Jakuba kilka budynków o nieznanej mi
funkcji historycznej, pełniące obecnie role muzeów – w takim samym kolorze. Nawiasem
mówiąc, chyba nigdzie jeszcze nie widziałam takiego wielkiego skupiska muzeów w
jednym miejscu: w samym ratuszu jest ich chyba pięć! Nawet kwiaty na rabatach placu
Holenderskiego są przeważnie w kolorze bordowym.
Muzeum Kultury
Malakki, będące rekonstrukcją XV-wiecznego pałacu sułtańskiego, jest bordowo-brązowe.
W takiej sytuacji nawet replika XVI-wiecznego statku „Flora de La Mar” (Kwiat Morza) nie
może mieć innego koloru. Statkiem
wracał do kraju, po konkwiście Malakki, Afonso de Albuquerque, wioząc
portugalskiemu królowi niewyobrażalną liczbę skarbów złupionych i otrzymanych
od króla Syjamu. Statek razem ze skarbami zatonął w 1511 roku u brzegów Sumatry, a legenda o ich wartości i ilości pozostała.
Tę i inne historie przypominają wystawy w Muzeum Morskim, które mieści się w
replice statku. I aż wierzyć się nie chce, ale eksponowane przy okazji
skamieniałe jaja dinozaurów też mają bordowe refleksy.
I nawet wisząca na
ścianach mojego hotelowego pokoju, rozciągnięta dookoła, tuż poniżej sufitu, szmata,
przepraszam: „dekoracja”, z tkaniny przypominającej tiul, skądinąd doskonały
obiekt gromadzenia kurzu, jest w kolorze bordowym!
Liczne riksze,
tym razem nie zmotoryzowane, ale takie tradycyjne, poruszane siłą nóg, poobwieszane
girlandami sztucznych kwiatów, w większości żółtych i pomarańczowych, może i
dodawałyby kolorytu bordowo-różowemu zabytkowemu miastu, gdyby nie to, że ich
właściciele prześcigają się w mocy głośników zainstalowanych pod siedzeniem pasażerów.
Dramat!