piątek, 19 sierpnia 2016

Jeszcze Panamá City…


Jeszcze jeden obiekt w Panamie wzbudza moje zainteresowanie. Właśnie tutaj znajduje się jedna z siedmiu istniejących na świecie świątyń bahaickich, to jak mam nie odwiedzić domu modlitwy najmłodszej światowej religii? 


Bahaizm, Bahá'í, to religia monoteistyczna, założona w Persji w XIX wieku, zakładająca duchową spójność najważniejszych światowych religii. Szacuje się, że religię tę wyznaje pięć do sześciu milionów ludzi w ponad 200 krajach.

Droga do świątyni jest bardzo długa. Najpierw nikt nie wie, jak tam dojechać. Kiedy po drugiej przesiadce znajduję się w końcu we właściwym autobusie, ten wlecze się niemiłosiernie. Opuszczam miasto. Ulice, którymi jadę, coraz mniej mi się podobają. Ludzie na tych ulicach też, chociaż z zasady nie mam uprzedzeń. Tyle że nawet siedząc w autobusie, czuję się intruzem.

Kiedy wreszcie, po ponad godzinnej jeździe, pan kierowca mówi, że powinnam już wysiąść, co zresztą i tak sama wiem, bo właśnie dostrzegam przez okno autobusu kopułę świątyni, jedynym moim pragnieniem jest przejść na drugą stronę ulicy i wsiąść do autobusu wracającego do centrum.

Ale przecież… Skoro już tutaj jestem…
Wielkie białe „jajo” świątynnej kopuły, a właściwie jej wierzchołek widoczny z miejsca, gdzie stoję, kusi.

Nie dalej niż sto pięćdziesiąt metrów od przystanku otwarta na oścież brama u stóp niewielkiego wzgórza zaprasza do środka. Aha, czyli wchodzę na teren zamknięty, czyli może nie jest tak niebezpiecznie, jak się wydawało z okien autobusu. Czeka mnie mała wspinaczka, ale co tam…

Nie przeszłam nawet pięćdziesięciu metrów, gdy zatrzymuje się mijający mnie samochód. Prowadząca go kobieta zaprasza do środka. Jest wyznawczynią bahaizmu, w niedzielne popołudnie postanowiła wstąpić do świątyni, a przy okazji oszczędziła mi wysiłku zdobycia niewysokiego co prawda, ale jednak, wzniesienia.  



Oddany do użytku w 1972 roku budynek świątyni został zbudowany na planie dziewięcioramiennej gwiazdy, do wnętrza prowadzi dziewięć wejść. Na wyposażenie świątyni składają się tylko ławki dla wiernych i pulpit, przy którym czyta się pisma objawione (m.in. Koran i Biblię). Przykrywająca świątynię biała kopuła wsparta jest na podporach wykonanych z czerwonego marmuru z Werony. Ich zdobienia, jak również fryz obiegający wnętrze świątyni, nawiązują do przedkolumbijskich motywów architektonicznych.

I jeszcze ciekawostka. Jednym z dążeń bahaitów jest unifikacja języka na całym świecie, a jednym z języków branym pod uwagę w tych dążeniach był język esperanto, sztuczny język stworzony przez urodzonego w Białymstoku Ludwika Zamenhofa. 

Widok na miasto, na zatokę, z otaczających świątynię ogrodów jest wspaniały. Niestety filmu w edukacyjnym centrum przy świątyni nie oglądnę. Wideo właśnie odmówiło współpracy. Pan jest niepocieszony, ja chyba nie tak bardzo – to, co wiem na temat bahaizmu, już mi wystarczy, a do hotelu daleko…  















Po zejściu ze wzgórza przystanek, z którego mogę wrócić do centrum, znajduję nie dalej niż pięćdziesiąt metrów od bramy głównej. Autobus, który podjeżdża pięć minut później, zawozi mnie wprost na plac 5 Maja. Cała podróż trwa zaledwie piętnaście minut!
Czy naprawdę żaden z panów kierowców, których przed eskapadą tutaj pytałam, jak dojechać, nie wiedział, że między placem 5 Maja a dzielnicą, w której byłam, kursuje wygodny, bezpośredni autobus jadący krótszą trasą niż tą, którą się „tłukłam” półtorej godziny temu?















A skoro już o „tłuczeniu” się autobusami mowa. Panamá City to rozległe miasto, ale nie wszędzie można dojechać metrobusami. W dużo większym stopniu korzystam z chicken busów.

Chicken bus to określenie wyeksploatowanego samochodu szkolnego ze Stanów Zjednoczonych, który dostał swoje drugie życie w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej. Został pomalowany jaskrawymi kolorami i stał się autobusem miejskim lub międzymiastowym. I został zaopatrzony w głośnik!

Kiedy podróżowałam po Meksyku, wydawało mi się, że już nie można głośniej „puścić” muzyki w autobusie czy na przydrożnym straganie. Jakże się myliłam. Można! Określenie „kilkakrotnie” nie byłoby adekwatne. Mocą głośników jest atakowana każda komórka już nie słuchu, ale całego ciała, a określenie, że nie słyszy się własnych myśli, to banał. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz