wtorek, 5 sierpnia 2014

Wielkanoc w Managui



Terminal autobusowy w Managui, do którego dojeżdżam późnym popołudniem, położony jest na skraju placu targowego – Mercado Roberto Huembes. Wysiadam w samym środku handlowego piekła. Do dzielnicy Martha Quezada, w której znajdują się tanie hotele dla globtroterów, jest kilka kilometrów, musiałabym wziąć taksówkę. Ale za kilka dni będę opuszczała stolicę Nikaragui też z tego dworca. Zatem celowe jest znalezienie jakiegoś lokum jak najbliżej miejsca, w którym jestem. Hotel, którego adres mam z Internetu, jest co prawda gdzieś w pobliżu, ale nie mam dokładnego planu tej części miasta. Poza tym za chwilę zacznie się ściemniać. Wstępuję zasięgnąć języka do jakiegoś biura wyglądającego trochę lepiej niż wszechobecne kramy i rzeczywiście panie mówią mi o hotelu tuż obok targu. Miejsca są, decyduję się zapłacić od razu za trzy noce, co skutkuje sporym rabatem. Fajnie!
Po emocjach podróży poprzedniego dnia, wypoczęta i nastawiona na „odkrywanie” Managui zaczynam dzień wcześnie. Wypada, wszak to Niedziela Wielkanocna, znaleźć jakiś kościół, znajduję katedrę. (…)
Zbliża się godzina 9:00. Ludzie dopiero zaczynają się gromadzić. Rezurekcja, i jedyna msza dzisiaj w Wielkanoc, zaczyna się o godzinie 11:00. Nie pozostaje mi nic innego jak zobaczyć to, co można zobaczyć w pobliżu, a przede wszystkim spróbować znaleźć terminal, z którego odjeżdżają autobusy do León. Według planu to gdzieś blisko.
Niewiele mam do oglądania. Naprzeciwko katedry nowoczesne centrum handlowe, trochę dalej Hilton. Rondo Rubena Darío (1867–1916), poety, dziennikarza i dyplomaty, ojca modernizmu w literaturze iberoamerykańskiej. Co prawda konstrukcja na rondzie bardziej przypomina estradę niż pomnik, ale na jednym z jej elementów widać stylizowany autograf poety. To chyba jednak to jest pomnik. Ale tym, co przede wszystkim rzuca się w oczy, jest olbrzymia reklama. Zapamiętam ją jako charakterystyczny element krajobrazu stolicy Nikaragui. W ciągu najbliższych godzin i dni takie reklamy będę oglądała wielokrotnie. Olbrzymi prostopadłościan, na ścianach którego widnieją reklamy, umieszczony jest na szczycie swego rodzaju „choinki” – wysokiego słupa, z którego spływają przewody elektryczne z żarówkami, sprawiając wrażenie bożonarodzeniowego drzewka.


W jednej z ulic odchodzących od ronda, Universidad Centro-Americana (Uniwersytet Ameryki Środkowej), kawałek dalej terminal autobusowy, którego szukam. Tak, autobusy do León są, jeżdżą co parę minut. Kolejny odjeżdża, jak tylko wszystkie siedzenia są zajęte. 
Zanim doszłam do dworca, spotkałam się i z Boliwarem, i z Che (ErnestoCheGuevarą). Ich pamięć potwierdzona licznymi pomnikami jest żywa we wszystkich chyba krajach Ameryki Łacińskiej.

Zauważam, jak bardzo różni się to miasto od innych, które na różnych kontynentach widziałam. Jestem w jednej z centralnie położonych dzielnic ponad dwumilionowego, największego miasta w Ameryce Środkowej (chociaż niektóre źródła mówią, że najludniejsza jest Gwatemala City), tymczasem budowle, które widzę, nie wchodzą w skład jakiejś jednolitej zabudowy. Są enklawami na nieużytkach, jakie pozostały po trzęsieniu ziemi z 1972 roku, w którym straciło życie ponad dziesięć tysięcy ludzi. Katedra, ta historyczna z 1920 roku, została uszkodzona tak bardzo, że groziła zawaleniem (chociaż w ostatnich latach, po serii dodatkowych badań i analiz budowlanych, podjęto decyzję o jej odbudowie). W roku 1993 oddano do użytku nową katedrę, do której właśnie się zbliżam – wielki, betonowy bunkier, który od samego początku wzbudzał kontrowersje i użytkowników, i obserwatorów. Sześćdziesiąt trzy kopuły na dachu budowli mają wzmocnić konstrukcję i zapobiec jej zawaleniu się podczas ewentualnego trzęsienia ziemi, a z drugiej strony mają symbolizować taką samą liczbę kościołów w diecezji Managua.


Ja mam trochę inne skojarzenia. Kiedy dwie godziny później patrzę na Managuę i na nową katedrę ze wzgórza Tiscapa, mam wrażenie, że w otoczeniu spalonych słońcem krzaków i traw wylądował obiekt UFO.


Tiscapa. Taką nazwę nosi zarówno jezioro, jak i wzgórze (a ściślej mówiąc, szczyt wulkanu, w którego bocznym kraterze utworzyło się jezioro) w południowej części historycznego centrum Managui, które było zamieszkane jeszcze przed przybyciem Hiszpanów. W narzeczu miejscowych Indian nazwa Managua oznacza „miejsce, gdzie jest duża woda”. Czy było to odniesienie do jeziora Tiscapa, czy jeziora Managua? Nie wiem. Obecnie brzeg jeziora Tiscapa zagospodarowano na potrzeby kulturalno-rekreacyjne. Amfiteatr, fontanna bijąca z wód jeziora i możliwość zjazdu na jego brzeg na linie ze wzgórza wznoszącego się nad jeziorem. Ale dzisiaj wszystko pozamykane.


Na wzgórzu kiedyś była forteca, potem pałac prezydencki, a w czasach dyktatury Somozy (1936–1956) ciężkie więzienie. W nim właśnie więziony był Augusto Sandino (1895–1934), przywódca nikaraguańskiego ruchu partyzanckiego skierowanego przeciwko interwencji zbrojnej USA. W czasach nam bliższych jego nazwisko przyjęła nikaraguańska partyzantka i partia (Sandinowski Front Wyzwolenia Narodowego), która przejęła władzę w wyniku powstania w 1979 roku (jak to niedawno temu!). Dzisiaj w pomieszczeniach więzienia zorganizowano wystawę poświęconą zdarzeniom i ludziom ważnym w historii kraju.

Figura Sandino wieńczy wzgórze. To najbardziej niekonwencjonalny pomnik, jaki kiedykolwiek widziałam. Płaską statuę tworzą dwie wycięte z blachy sylwetki bohatera umieszczone w odległości około pięćdziesięciu centymetrów. Tuż obok Pomnik Powstania upamiętniający pierwszych powstańców, którzy wystąpili przeciwko dyktaturze Somozy w 1954 roku. Choinkowa reklama w tym miejscu bardzo mi przeszkadza!
Już znacznie niżej, ale też na zboczu wzgórza, inny pomnik. Pomnik Roosevelta, chociaż niektóre źródła mówią, że to „dawny” pomnik Roosevelta, który przemianowano na pomnik poświęcony męczennikom rewolucji. W tym miejscu zaczyna się aleja Boliwara, blisko dwukilometrowa ulica prowadząca do historycznego centrum miasta, placu Rewolucji i dalej aż do brzegu jeziora Managua.

2 komentarze: