wtorek, 17 sierpnia 2021

Kobierzec z betonu, stali i szkła – Muzeum Dywanów w Baku, Azerbejdżan


Bardziej chyba niż wszystkie muzea, i budynki, w Baku interesuje mnie Muzeum Dywanów i Sztuki Stosowanej, mieszczące się… we wnętrzu zwiniętego w rulon dywanu – kobierca z betonu, stali i szkła.
Muzeum Dywanów w Baku zostało utworzone w 1967 roku. Kiedy w 2010 roku tradycyjna azerska sztuka tkania dywanów została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO, pomyślano o nowej siedzibie, którą zaprojektował austriacki architekt Franz Janz. Została oddana do użytku w 2014 roku.
No właśnie, dywany! Obecne w życiu ludzi już od przełomu trzeciego i drugiego tysiąclecia p.n.e., najpierw pojawiły się najprawdopodobniej w Azji Centralnej. Poszczególne społeczności, mieszkające w różnych regionach, wykształciły własne techniki wytwarzania, własne wzory, własne tradycje ich wykorzystywania (np. inne dywany do wyposażenia komnat, inne – do modlitwy, jeszcze inne – do praktyk medycznych czy obrzędów weselnych). Chyba tylko Azerbejdżanie postarali się o wpisanie dywanowej tradycji na listę niematerialnego dziedzictwa ludności UNESCO. Nie pozostaje mi nic innego jak – po obejściu dokoła i obfotografowaniu oryginalnej konstrukcji – wejść do środka i zagłębić się w świat wełny, bawełny i jedwabiu przeplatanych, wiązanych i przystrzyganych tak, aby wzór wymyślony przed wiekami czy współcześnie zmaterializować i zachwycić nim użytkownika.
 

W muzeum spędzam ponad trzy godziny, oglądając ekspozycje na trzech piętrach. Nie czuję zmęczenia, studiując historię azerskiego dywanu, zgłębiając tajniki różnych szkół tkania oraz roli dywanów w kulturze mieszkańców tych ziem. Nie wiem, ile z 14 000 obiektów będących własnością muzeum jest eksponowane, ale niewątpliwie jest to doskonały przegląd nie tylko tradycyjnych dywanów, lecz także historycznych i współczesnych dzieł „okołodywanowych” (sakwy podróżne, torby, derki na konie, skarpety, hafty).
 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A ponieważ tkactwa i dywanów nigdy mi dość, jadę jeszcze do fabryki dywanów Azer Lime, trochę dalej od centrum usytuowanej. To stosunkowo młoda firma, powstała w 1996 roku z misją ożywienia i dalszego rozwoju tradycyjnej sztuki tkania dywanów. Zajmuje się nie tylko wytwarzaniem dywanów, lecz także promocją azerskich dywanów na świecie oraz konserwacją zabytkowych egzemplarzy.
 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 






No i pech! Trwa renowacja i na kilka miesięcy fabryka jest wyłączona z działania. Zostaję jednak wpuszczona do wnętrza budynku administracyjnego – mogę sobie spokojnie pooglądać dywany rozwieszone i poukładane w stosy w rozległym pomieszczeniu z recepcją i na klatce schodowej. Ba, mogę je nawet dotknąć! To jednak warto było tutaj przyjechać – po raz pierwszy mogę pogładzić dłonią dywan wykonany z jedwabiu. O cenę nie pytam. Warto było tutaj też przyjechać ze względu na sam budynek, chociaż nie znalazłam informacji, z jakiego okresu pochodzi. Myślę, że jest dużo starszy aniżeli firma, a jego wygląd to efekt adaptacji na potrzeby zakładu, w którym ludzie zajmują się sztuką tkacką. Zarówno bowiem elewacja, jak i wyposażenie wnętrza – balustrada schodów, plafony czy drzwi – niewątpliwie zostały zainspirowane tradycyjnymi wzorami dywanów azerskich. 
 

Do fabryki zaglądam w drodze do Centrum Kulturalnego im. Hejdara Alijewa. Zbliżając się do celu mojej dzisiejszej wycieczki, patrząc na białą bryłę budowli, nie mam wątpliwości, że jest XXI wiek:


 



 



2 komentarze:

  1. Niezwykły obiekt nowoczesnego muzeum! Kolejny, koronkowy też piękny! Miałaś okazję podziwiać takie niezwykłe dzieła. Gdybym taki miała w domu (gdyby było mnie stać!), to żal byłoby po nim chodzić. Ale podziwiać, to owszem, też bym chciała:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwianie to też przyjemność! Zwłaszcza, gdy się wie, że takiego mieć się nie będzie.

      Usuń