czwartek, 4 czerwca 2020

Beitou czyli „dom czarownic”. Tajwan



Jadę do leżącej w cieniu Yangmingshan (http://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2017/07/park-narodowy-yangmingshan-tajwan.html) doliny ciepłych źródeł, Beitou, co w dosłownym tłumaczeniu nazwy lokalnej znaczy „dom czarownic”. A skoro ciepłe źródła, to i baseny termalne. Interes rozkręcili Japończycy, pierwsze łaźnie wykorzystujące podziemne ciepłe wody wybudował w roku 1896 kupiec z Osaki, Hirada Gengo. W roku 1913 wzniesiono pierwsze łaźnie publiczne, największe w owym czasie publiczne łaźnie w Azji. Ich architektura nawiązuje do wzorów Zachodu, a wystrój, szczególnie lobby, korzysta ze wzorów japońskich. Dzisiaj mieści się tutaj muzeum, w którym można zobaczyć między innymi, jak niegdyś zażywano kąpieli. 


















Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się drugi zabytkowy obiekt. Ogród Śliw otacza wybudowany w latach 30. XX wieku drewniany dworek, letni dom sławnego wówczas mistrza kaligrafii Yu Yourena. Wewnątrz eksponowane są jego – jak mniemam – działa kaligraficzne. 

















Główną atrakcją Beitou jest jednak Dolina Ciepłych Źródeł, zwana też Piekielną Doliną lub Doliną Jadeitowych Źródeł. Kilka połączonych ze sobą jezior (a może to jeden długi akwen?) mieni się wieloma odcieniami szmaragdu i turkusu wyłaniającymi się spod gorącej pary unoszącej się nad nimi. I woń siarkowodoru? Oczywiście!
















Jeszcze krótki przegląd wystawy w Centrum Kultury poświęconej kulturze ludu Ketagalan, który żył na tych ziemiach, zanim pozjeżdżali się tutaj przybysze z różnych stron globu. I krótka wizyta w świątyni Puji, jednej z niewielu na Tajwanie czynnych świątyń japońskich. 






Krótką chwilę muszę poświęcić też ciekawej bryle wzniesionej z drewna biblioteki publicznej, „pierwszej biblioteki w kraju w pełni ekoprzyjaznej”. Równie efektownie wyglądają rozwiązania architektoniczne wewnątrz, nie mogę sobie bowiem odmówić wejścia do foyer biblioteki.






No i nie mogę nie zakosztować rozkoszy ciepłych wód. Wstępuję do obecnie czynnej łaźni publicznej. Jakże różni się ten przybytek od tych, w których bywałam czy to na Słowacji, czy na Węgrzech, czy nawet w Nowej Zelandii. Kilka owalnych basenów otoczonych surowymi, ledwie ociosanymi kamieniami, brak nawet najbardziej prymitywnej przebieralni, horrendalnie wysoka opłata za skrytkę na prywatne rzeczy, do której nie zmieści się nawet połowa mojego plecaka. Najdziwniejsze są jednak zwyczaje. Nie można siedzieć na murku z nogami zanurzonymi do kolan. Należy siedzieć w wodzie, będąc zanurzonym po szyję, lub spocząć całkowicie na murku, włącznie ze stopami. O co w tym chodzi? Nie mam zielonego pojęcia. 









2 komentarze:

  1. Piękna architektura i atrakcje, chyba w centrum miasta, bo w tle widać nowoczesne wieżowce. Fajne miejsce:)
    A kąpiele "zapachowe" wpłynęły za zdrówko i urodę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Beitou to teraz dzielnica Tajpej.Bardzo miło wspominam tę wizytę - chociaż za krótka była, żeby w istotny sposób wpłynąć na zdrowie i urodę.

      Usuń