środa, 8 stycznia 2020

W stronę Boliwii – przez Altiplano. Chile/Boliwia. Cz. I.


Samochód przyjeżdża po mnie do hotelu (w San Pedro de Atakama, Chile) z trzydziestominutowym opóźnieniem. Jestem jego pierwszą pasażerką, potem jedziemy po dwie Francuzki, które są w trzymiesięcznej podróży po Ameryce Południowej, po Portugalkę i Francuza, parę, która pracując i podróżując, włóczy się po Ameryce od roku, oraz Brazylijczyka z São Paulo, dziennikarza, który w ten sposób spędza swój dwutygodniowy urlop. Załoga została skompletowana, ruszamy ku granicy chilijsko-boliwijskiej.
Dziwna to granica. Pośrodku pustkowia na płaskowyżu Altiplano, na wysokości 3800 metrów n.p.m., stoją dwa baraki, przy jednym długa kolejka. Na pytanie, gdzie jest toaleta, ktoś pokazuje duży kamień w odległości stu metrów od baraków!















Tymczasem panowie kierowcy – takich aut jak to, którym jadę, pojawiło się już kilkanaście – ustawia rozkładany stolik, nakrywa go serwetą w stylu lokalnego folk i przygotowuje śniadanie. Całkiem smaczne. Teraz okazuje się, że dalej jedziemy innym samochodem i z innym kierowcą – z Boliwijczykiem Elvisem. Tak, tak, jego rodzice byli fanami idola wszech czasów! I dowiadujemy się, że „coś” się dzieje. 















Pierwsze zebranie. Człowiek, który dotychczas krążył między samochodami i ludźmi, którego na swój użytek nazwałam koordynatorem, prosi nas o uwagę. W rejonie Salaru de Uyuni rozpoczęły się blokady dróg…
ZNÓW?! Nie mogę zapomnieć, że pięć lat temu, w Kolumbii, z powodu blokad dróg przez plantatorów kawy nie dotarłam do stanowiska archeologicznego San Agustin.
Pan nie podaje, kto przeciw czemu w ten sposób protestuje. Informuje tylko, że na razie jedziemy zgodnie z planem, ale kierowcy są cały czas w kontakcie z organizatorami, którzy śledzą rozwój wydarzeń. I musimy się liczyć z tym, że trasa przejazdu oraz miejsce noclegu mogą ulec zmianie. A w ogóle to powinniśmy być szczęśliwi, że jedziemy, bo wszystkie przejazdy do Boliwii miały być anulowane.
Wybiegając w tym miejscu w przyszłość, rzeczywiście były to ostatnie wyjazdy z San Pedro de Atakama, od poniedziałku te trzydniowe zorganizowane przejazdy wstrzymano. Jak dobrze, że zdecydowałam się opuścić Chile w niedzielę! 


Prawie dwie i pół godziny trwało załatwianie formalności na granicy, śniadanie, przeładowanie bagaży z samochodu na samochód, zanim wyruszyliśmy w dalszą drogę, aby w końcu zacząć „zwiedzać”.















Zwiedzanie polega na zatrzymywaniu się przy kolejnych osobliwościach natury. Laguna Verde, Laguna Blanca, Desierto Salvator Dalí, Laguna Polques – aguas termales, Geyseres Sol de Mañana i Laguna Colorada to najważniejsze tego dnia przystanki na naszej trasie. Wszystko w cieniu wulkanu Licancabur. A po ludzku: jeziora w różnych kolorach, ciepłe źródła, gejzery o wdzięcznej nazwie „Słońce Poranka” i pustynia Salvadora Dali.




Jeziora są kolorowe za sprawą minerałów, które nadają im barwę. Mimo że słone, są żerowiskami dla ptaków. Jezioro Białe to królestwo mew andyjskich, Jezioro Kolorowe przejęły we władanie flamingi. Pewien fragment pustyni został nazwany imieniem sławnego artysty dlatego, że jej widok z niewielkimi kopczykami ukształtowanymi przez erozję przypomina krajobrazy malowane przez Dalego. A „Słońce Poranka”, mimo nazwy „gejzery” to skupisko wszelkich zjawisk typowych dla terenów wulkanicznych – buchająca z wnętrza ziemi gorąca para, świsty, fumarole, kratery z bulgoczącym błotem, spękane, zastygłe lawy błotne i rozrzucone wszędzie bryłki siarki. 















Ciepłe źródła dostosowano do potrzeb włóczykijów, z czego skwapliwie korzystamy. Siedzimy w ciepłej wodzie, potem w jeszcze cieplejszej, ciesząc się widokiem Laguny Polques i pasących się na jej brzegu wikunii. A może to lamy… Wikunie są mniejsze niż lamy i mają krótsze szyje, ale na razie chyba jeszcze nie rozróżniam tych gatunków.


Kiedy my odpoczywaliśmy w objęciach wód geotermalnych, Elvis, z paniami pracującymi tutaj, przygotowywał dla nas posiłek. Podobnie jak ten poranny – doskonały!

Świat jest piękny i niech się schowają wszystkie all inclusive
 
Ciąg dalszy relacji z tej eskapady:
 









3 komentarze:

  1. Ależ piękne, relaksujące krajobrazy miałaś! To coś dla długiego oddechu w piersiach.
    Zdjęcia są piękne, ale najpiękniejsze to ostatnie, z czterema dziewczynami. Dałaś radę!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ się rozmarzyłam patrząc na te krajobrazy. Pięknie. I widzę że podskakujesz jak młoda kózka. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, młodzież "okrutna" mnie zmusiła! Chociaż nie dałam się długo prosić.

      Usuń