Dzisiaj jest Dzień Pozytywnie
Zakręconych. A ponieważ uzurpuję sobie przywilej przynależenia do szacownego
grona pozytywnie zakręconych, to traktuje ten dzień jako MOJE święto.
AI podpowiada, że „pozytywnie zakręcony to człowiek z
ogromną pasją, który ma "bzika" na punkcie swoich zainteresowań,
miewa nietypowe pomysły i zaraża otoczenie optymizmem. Taka osoba nie przejmuje
się schematami i wnosi do życia dużo dobrej energii.”
Czy zarażam, to nie wiem, ale parę razy usłyszałam, że
„inspiruję”.
Faktem jest, że schematami się nie przejmuję. Nietypowe
pomysły też mi się zdarzają!
A mój „bzik” to podróże.
I w miarę upływających lat emerytury, coraz bardziej chce mi
się podróżować.
Do miejsc, które mnie kiedyś zafascynowały a na odwiedzenie
których zabrakło czasu w przeszłości.
Zerkam sobie do początku tego roku…
Zaczęłam w Kenii – styczeń/luty.
Kwietniowe plany życie mi skorygowało (incydent na Bliskim
Wschodzie przewracający połączenia lotnicze do góry nogami) – tam, gdzie
chciałam, nie doleciałam. Z ostrożności pojechałam na południe Francji (i do
Lyonu) oraz do Monako. Ostatecznie można stamtąd wrócić na piechotę!😉
W czerwcu wpadłam na chwilę – przez przypadek zresztą – do Dublina, do
pana Leopolda Blooma, głównego bohatera Ulissesa. „Załapałam
się” na Bloomsday/Dzień Blooma – święto obchodzone od 1954 roku przez
wielbicieli Jamesa Joysa i właśnie Ulissesa.
W lipcu wreszcie dojechałam do dawno planowanego i
wielokrotnie odkładanego Liechtensteinu. Przy okazji odwiedziłam Monachium,
zaglądnęłam nad Jezioro Bodeńskie, a w Salzburgu odwiedziłam Mozarta.
W sumie zajęło mi to siedemdziesiąt dni – pozostaje mieć
nadzieję, że do końca roku ta liczba ulegnie zmianie (in+).
Zdjęcia obrazujące te podróże przywołują wspomnienia… miasta
i wioski, brzegi morskie, rzeki i jeziora… wodospady... plaże i klify… ślady historii sprzed
wieków, ale i efekt wyobraźni współczesnych architektów i budowniczych. Artystyczna spuścizna
malarzy, rzeźbiarzy, ale i rękodzielników. Tych znanych i uznanych a także bezimiennych.
I street art! Zwierzęta i rośliny… znane i widziane po raz pierwszy. Utarte
ścieżki turystyczne i te poza utartymi szlakami.
Z pewnością nie jest to reprezentatywny wybór zdjęć! I
celowo anonimowy. To raczej skromne zasygnalizowanie doświadczeń i doznań
estetycznych jakie czekają na człowieka w podróży.
Może kogoś zainspirują?
Więcej zdjęć: https://www.facebook.com/share/p/1HLzCgRofm/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz