czwartek, 7 stycznia 2016

Federico Uribe czyli co można zrobić z ołówków...


W moich podróżach odwiedzam często galerie sztuki i oglądam wystawy artystów w Polsce nieznanych, lub znanych tylko tym, którzy się sztuką szczególnie interesują. Oto relacja z jednej z takich wizyt…  

Zbliżając się do niepozornego i zaniedbanego budynku Muzeum Sztuki Współczesnej w Panama City, nie spodziewałam się, że czeka mnie taka uczta duchowa. Już od rana można oglądać wystawę, której wernisaż odbędzie się wieczorem. Dwie półkule to tytuł wystawy prac Federico Uribe, kolumbijskiego artysty mieszkającego w Miami. Nie wiem, dlaczego „dwie”, bo półkul jest więcej, są też… no właśnie, obrazami tego nazwać chyba nie można. „Obiekt” to chyba lepsze określenie. Półkule są z ołówków. „Obiekty” ze sznurówek i kabelków! Kładą na kolana.
No i w takiej sytuacji mam nie przyjść wieczorem na wernisaż? Idę. Z duszą na ramieniu, bo muzeum jest trochę poza głównymi ulicami, a jest już ciemno. Inny to wernisaż niż te, na których bywałam. Przypomina raczej konferencję naukową. Stół przykryty jasnym suknem, za stołem artysta i dwie inne osoby. Przed stołem kilka rzędów krzeseł dla gości. Tylko folderów nie przewidzieli. Szkoda, tak na nie liczyłam. Robię zatem parę zdjęć i nie czekając na koniec wernisażu, czym prędzej wracam do hotelu. 






Tym razem tekstu jest mało. Niech przemówią ołówki, sznurówki i kabelki.
Można też wpisać nazwisko artysty – Federico Uribe – w wyszukiwarkę z opcją „grafika” i... wieczór „z głowy”.  





niedziela, 3 stycznia 2016

Bordowo-różowa Malakka (Malezja) – cz. II.



Pozostałością po Portugalczykach jest kościół św. Pawła z 1521 roku, chociaż oni wzniesionej kaplicy nadali imię Matki Boskiej na Wzgórzu. Dopiero po przybyciu Holendrów kościół zyskał wezwanie św. Pawła. Odprawiania mszy zaprzestano tu po wybudowaniu kościoła Chrystusa w centrum miasta. Służył już tylko do pochówków. Jeszcze później popadł w ruinę, obecnie częściowo odrestaurowany, jest w zasadzie obiektem turystycznym. W centralnej części ruin grób, w którym spoczywało ciało św. Franciszka Ksawerego, Apostoła Wschodu, przez osiem miesięcy po jego śmierci. Miejsce pochowania tu Franciszka Ksawerego nie było przypadkowe. Do Malakki przybył on w połowie XVI wieku i z pomocą dwóch innych jezuitów założył szkołę zwaną St Paul’s College, jedną z pierwszych nowoczesnych szkół w Azji. Malakka i kościół św. Pawła były bazą wypadową jego misjonarskich podróży do Chin i Japonii. W czasie jednej z takich podróży, w 1592 roku, zachorował i zmarł na jednej z wysp u wybrzeży Chin. Po ośmiu miesiącach ciało świętego zostało ostatecznie pochowane na Goa. W 1952 roku, w 400-lecie obecności Franciszka Ksawerego w tym miejscu, przed kościołem postawiono jego pomnik.

 




W Malakce bardzo żywa jest historia pięciu legendarnych bohaterów, żołnierzy, ulubieńców sułtana i równocześnie bohaterów dworskiej intrygi grożącej rebelią. W skrócie: plotka o romansie jednego z przyjaciół, Hang Tuaha, z konkubiną sułtana, wściekłość sułtana i wyrok śmierci, ucieczka przed wyrokiem. Chęć pomszczenia Hang Tuaha przez jego przyjaciela, Hang Jebata, przemienia się w wystąpienie przeciw sułtanowi. Takie wystąpienie to akt nielojalności, skaza na honorze rycerza. Pojedynek między przyjaciółmi trwa trzy dni i trzy noce. Hang Jebat umiera z ręki przyjaciela.















Historię tę poznaję w Muzeum Kultury Malakki – jej prezentacja w postaci manekinów w strojach z epoki, obrazów i komentarzy zajmuje pół piętra. Wędrując ulicami Malakki, napotykam także mauzolea Hang Jebata i Hang Kasturiego, kolejnego z piątki przyjaciół. Mauzolea to zbyt dużo powiedziane. Pobielone grobowce z XV wieku, dzisiaj otoczone gęsto pobudowanymi przez wieki domami. 



Od 2008 roku o dworskich intrygach z XV wieku przypomina mieszkańcom i przyjezdnym kolejna z atrakcji turystycznych Malakki: Taming Sari Tower, wysoka na 110 metrów wieża z poruszającą się dookoła oraz w górę i w dół platformą widokową. Taming Sari to nazwa mitycznego, posiadającego nadzwyczajną moc, kerisa Hang Tuaha. Wieża została zaprojektowana na kształt sztyletu: gdy platforma pełniąca rolę rękojeści, znajduje się na górze, wieża przypomina keris.
Zresztą keris, rodzaj sztyletu o wężowej klindze, to narodowa broń malajska, symbol Malezji (jakkolwiek broń ta znana jest również w innych krajach). Postrzegany jako przedmiot o mocy magicznej, dla której wzmocnienia wbijano go w ciało węża. Różne odmiany kerisów były używane przez różne grupy osób, stanowiły wyróżnik statusu społecznego, rodzaj rodzinnych skarbów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Piękną ich kolekcję oglądam w jednym z muzeów w ratuszu.
Krótka była ta wizyta w Malakce. Szkoda.

Pierwsza część relacji z pobytu w Malakce: http://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2014/04/kelimutu.html
 
Fort św. Jana Chrzciciela (XVIII w.)

Detal w świątyni chińskiej


... i jeden z najstarszych domów w tej dzielnicy.
Osada założona przez Portugalczyków...