niedziela, 17 czerwca 2018

Budowle na kształt... Cz. I.



...lub nawet bez kształtu.

Gdy w czasie ostatniej podróży patrzyłam na spoglądającego na urugwajską plażę kamiennego orła, przyszły mi na myśl różne budowle, które widziałam w różnych krajach i na różnych kontynentach. No i temat na kolejny wpis na bloga miałam gotowy.  
Wiadomo, że artyści, a przecież nie tylko artyści, zwykli ludzie też, w swoich działaniach czerpią inspiracje z otaczającego świata. To, jakimi drogami te inspiracje podążają, nie jest już takie oczywiste. Oto przegląd ciekawych, czasem dziwacznych budowli wzniesionych „na kształt”, lub tylko luźno zainspirowanych jakimś kształtem, lub… bez kształtu. To, czy czytelnicy uznają je za architektoniczną perełkę czy architektonicznego Gargamela, pozostawiam subiektywnej ocenie.
O niektórych dziwnych budowlach pisałam już w moich eKsiążkach – w takim przypadku załączam odnośny fragment lub powołuję link mojego bloga.

 
El Águila (“Orzeł”) to budowla, którą wybudował w 1953 roku włoski milioner Natalio Micheilizzi (1899–1953) w miejscowości Atlántida w Urugwaju. W 1935 roku przyjechał tutaj na urlop i tak się zauroczył tym miejscem, że wykupił większość działek budowlanych. El Águila, pierwotnie nazwana „La Quimera”, była miejscem odpoczynku dla zmęczonego aktywnością inwestycyjną biznesmena. Miejscem, gdzie mógłby nie myśleć o inwestycjach, hotelach i kasynach. Przez lata narosło wokół budowli wiele legend – że jest meliną przemytników, obserwatorium nazistów czy też centrum energii kosmicznej.
Teraz, odnowiona po okresie kiedy była bliska całkowitego unicestwienia, jest centrum kultury.















Na pierwszej zakupionej działce Micheilizzi wybudował hotel „Planeta” w kształcie statku – jak przystało na fascynata wszystkiego co z morzem związane. Hotel, wzniesiony i wykończony w ciągu zaledwie sześciu miesięcy 1939 roku, miał wszystkie nowoczesne jak na owe czasy udogodnienia: prywatne łazienki, ciepłą wodę i ogrzewanie. I widoki na bezkres oceanu. A właściwie na bezkres ujścia Rio Plata!

Hotel „Planeta” nie jest jedynym uwięzionym w szponach fundamentów statkiem, jaki widziałam.

Levon Hairapetian, biznesmen, potentat przemysłu drzewnego, zainwestował spore środki w wiosce Vank (Górski Karabach). Miedzy innymi sfinansował budowę hotelu „Eclectic” w kształcie statku.















Jeszcze jeden hotel i restaurację w kształcie statku widziałam w miejscowości Źródło Drilon w Albanii (przedmieścia Pogradca).


Na kształt olbrzymiej łodzi został również zaprojektowany szklany kolos – Tokio International Forum – w którym znajduje się bliżej nieokreślona liczba hal wystawowych, widowiskowych, restauracji i sklepów a nawet dwa muzea. Ciasnota urbanistyczna Tokio nie pozwoliła na zrobienie zdjęcia budynku w całej okazałości. Łatwiej było zrobić zdjęcie wnętrza.



Casa Pueblo (Casapueblo) w Punta Ballenas (Urugwaj) to dzieło życia Carlosa Páeza Vilaró (1923–2014), urugwajskiego artysty, pisarza i kompozytora. Vilaró był malarzem abstrakcjonistą, rzeźbiarzem, muralistą, tworzył również ceramikę artystyczną. W 1958 roku, na wysokim brzegu La Platy, właśnie na cyplu Punta Ballenas, zaczął tworzyć swoją „żyjącą rzeźbę” jak sam nazwał budowlę, która miała być jego mieszkaniem i atelier, a która teraz jest muzeum i hotelem. 
Zaczynając od małych rozmiarów, w ciągu 40 lat jego „dom-wioska”, bo tak dosłownie można przetłumaczyć hiszpańską nazwę casapueblo, znacznie się rozrosła, a bywalcami byli tutaj artyści z całego świata. Zdarzało się, że artysta dobudowywał jakiś pokój specjalnie dla gościa, który miał go odwiedzić. Inspiracją dla artysty były gniazda rodzimego gatunku ptaków, garncarzy rdzawych. Czyż trzeba więcej pisać? To zrozumiałe, że skoro „gniazdo” to w takiej konstrukcji więcej będzie nieregularności niż form równoległych czy prostopadłych. Zresztą artysta sam powiedział: „Chciałbym przeprosić architekturę za moją ptasią wolność”.

 













Wydawałoby się, że nie jest to jedyna budowla inspirowana kształtem ptasiego gniazda, bowiem przyjęło się nazywać ptasim gniazdem stadion olimpijski w Pekinie, jeszcze przed oddaniem go do użytku. Mało kto jednak wie, że pierwotną inspiracją dla szwajcarskich architektów były spękania widoczne na antycznych egzemplarzach chińskiej porcelany. 

 














Nie zawsze inspiracje są jednoznaczne.

Charakterystyczne człony dachu opery w Sydney przypominają… no właśnie. Ilość porównań jest nieskończona. A to skórki pomarańczy, a to muszle, a to skrzydła łabędzia, a to żagle… 


Delfin? Wieloryb? I w tym przypadku inspiracja nie jest pewna.

Dongdaemun Design Plaza, czyli DDP, to najnowszy punkt orientacyjny na mapie Seulu (Korea Południowa) częściej nazywany centrum designu, a bardziej swojsko – centrum projektowania.

DDP to „nowy świat łączący historię i kulturę”. „Historia” to odniesienie do znajdującego się kiedyś w tym miejscu stadionu sportowego, z którego niewiele pozostało. „Kultura” to przyszłość. A na razie najlepiej ma się mall (centrum handlowe) na skraju całego kompleksu.

 












Pagoda, pęd bambusa czy sztabki złota? Budynek Taipei 101 (Tajwan)


Oddany w 2011 roku budynek ArtScience Meseum w Singapurze, najczęściej jest porównywany do kwiatu lotosu. Ale spotkałam też informacje, że inspiracją była otwarta dłoń, a nawet kiść bananów.



 
W przypadku górującego nad Makau potworka, nie ma wątpliwości – Grand Lisboa, kasyno i hotel, został zaprojektowany na kształt lotosu. Na kształt lotosu, bo lotos to kwiat szczególny. Symbol czystości i drogi duchowego rozwoju. Był czczony już w starożytnym Egipcie. W hinduizmie i buddyzmie jest uważany za kwiat święty, w Makau znalazł swe miejsce na fladze i w godle.

To nie jedyne w Makau odniesienie do tego kwiatu. Z płatków lotosu, a ściślej mówiąc z wybudowanej na kształt lotosu kopuły Centrum Ekumenicznego, wyłania się olbrzymia statua bogini Kun Iam. Samo centrum zbudowane zostało na sztucznie usypanej wyspie w wodach zamglonej dzisiaj zatoki portowej, do której prowadzi – również sztuczna – sześćdziesięciometrowa grobla.

A mówiąc o „roślinnych” odniesieniach, nie można nie wspomnieć teatru „Esplanada” oddanego do użytku w Singapurze w 2002 roku. Mieszkańcy miasta nazywają budowlę durianem: dwa półkolistego kształtu budynki przypominają dwie wielkie połówki tego owocu o kontrowersyjnym zapachu.








 






Czasami nie ma wątpliwości dotyczących inspiracji gdyż nazwa budowli mówi sama za siebie.

„Ogniste wieże” w Baku to nawiązanie do kultu ognia obecnego od wieków w tej części Azerbejdżanu. To ogień, a właściwie jego płomienie, zainspirowały twórców trzech budynków wzniesionych w latach 2008–2011. Wieżowiec południowy (190 metrów), najwyższy budynek w Baku, to budynek mieszkalny, wieżowiec wschodni (140 metrów), to hotel. W wieżowcu zachodnim (140 metrów) mieszczą się biura.

Wieże widoczne są praktycznie z każdej części Baku, a w nocy, na pokrytych ekranami LED ścianach, odtwarzane są pokazy świetlne. 


 

















Człony dachu opery od strony wewnętrznej



3 komentarze: