czwartek, 27 grudnia 2018

Co widziałam w Krainie Wiecznego Ognia – eKsiążka „Emerytka w Azerbejdżanie”



Ze sporym opóźnieniem – w stosunku do czasu wizyty w tym kraju – sfinalizowałam eEmerytkę w Azerbejdżanie. Trasa całej wyprawy podjętej w okresie maj-czerwiec 2017 roku to: Azerbejdżan–Gruzja (część wschodnia)–Armenia–Górski Karabach–Gruzja (część zachodnia). Zaczęłam w Azerbejdżanie, chociaż do Baku dotarłam w nieco inny sposób, niż zamierzałam. Wspomnienie z podróży po Armenii już się ukazało w ubiegłym roku http://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2017/12/byam-w-armenii-i-gorskim-karabachu.html. Teraz wróciłam pamięcią do Azerbejdżanu.


[…]
Wysiadam z samolotu z Polski na lotnisku w Tbilisi i plan mam taki: poczekam jakieś dwie godziny, zanim zrobi się jasno, po czym znajdę autobus, który zawiezie mnie do dworca marszrutek jadących do granicy gruzińsko-azerbejdżańskiej. Przekroczę ją na piechotę i wczesnym popołudniem powinnam dojechać do Gandży. Miasto nie należy do tych, które koniecznie trzeba zwiedzić, i znalazło się w moim harmonogramie tylko dlatego, żebym mogła się przespać w drodze z Tbilisi do Baku. Nie jest to co prawda odległość zawrotna (600 kilometrów), ale nigdy nie wiadomo, jak długo potrwają formalności graniczne, a nie chciałbym dojechać do Baku w środku nocy. 

W sennej atmosferze lotniska trochę siedzę i drzemię, trochę chodzę. Sporo stanowisk agencji lotniczych…
Stało się. Nawet nie bardzo wiem jak. Nie minęło pół godziny i trzymam w ręce bilet lotniczy do Baku. Wczesnym popołudniem ląduję na lotnisku Hejdara Alijewa w stolicy Azerbejdżanu.
I muszę zacząć się przyzwyczajać, że to niejedyny obiekt nazwany imieniem pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Azerskiej SSR w latach 1969–1982 i prezydenta Azerbejdżanu w latach 1993–2003.
[…]
W folderach turystycznych Azerbejdżan często promuje się jako „Kraina Ognia” lub „Kraina Wiecznego Ognia”. Specjaliści starają się uzasadnić taką nazwę, krążąc meandrami języków: perskiego, staroperskiego, arabskiego, ormiańskiego czy tureckiego. Nie wnikam w te językowe rozważania, zaspokajając swoją wiedzę informacją, że azar (âzar) w którymś z tych języków znaczy „ogień”.
Fakt, że to właśnie słowo pojawiło się przy nazywaniu jakiegoś miejsca na świecie, nie był przypadkowy. To właśnie tutaj, w Azerbejdżanie, a ściślej mówiąc – na Półwyspie Apszerońskim, od niepamiętnych czasów, jak przystało na ziemię, w której znajdują się pokłady ropy naftowej i gazu, gaz wydobywał się samoistnie szczelinami w piaskowcu, pod którym te złoża się znajdowały. Samoistnie się wydobywał i ulegał samozapłonowi, a czasami zapalał się pod wpływem czynników zewnętrznych – iskra przy krzesaniu ognia, uderzenie pioruna – i z wnętrza ziemi wydobywał się już nie gaz, ale płomienie. O tym unikalnym zjawisku pisał już w XIII wieku Marco Polo – nazwał je płomieniami znikąd. Taka osobliwość nie mogła i nie może nie przyciągać mieszkańców innych stron świata, zatem i ja jadę ją zobaczyć.
Kiedyś wydobywających się z ziemi płomieni było więcej, wraz z rozwojem przemysłowego wydobycia ropy i gazu samoczynny wypływ gazu uległ osłabieniu. Teraz jest tylko jedno takie miejsce, gdzie można zobaczyć „płomienie znikąd” – Janar Dah w wiosce Mahammadi, 25 kilometrów na północny wschód od Baku. Autobusy do Janar Dah odjeżdżają z dworca autobusowego koło stacji metra Koroğlu.


Nazwa Janar Dah tłumaczona jest jako „ognista/płonąca góra”. W rzeczywistości to rozpadlina, raczej zespół kilkunastu dziur w ziemi, o różnej wielkości, z których wydobywają się płomienie. Całość, położona u podnóża niewielkiego wzgórza, ma jakieś dziesięć metrów długości. Ogień pali się tutaj nieprzerwanie od 1950 roku. Mówi się, że został wzniecony, gdy jakiś pasterz rzucił na ziemię niedopałek papierosa. Mówi się też, że gdy ten „wieczny ogień” samoistnie zgaśnie, będzie dalej podsycany przez człowieka, aby nie utracić zainteresowania turystów.



Więcej o ogniu i inspiracjach tym żywiołem, o Baku historycznym (İçəri Şəhər) i współczesnym, o ropie naftowej i udziale Polaków w jej odkrywaniu, błotnych wulkanach, dywanach, rytach naskalnych, sztuce szebeke, hafcie tekalduz i…  w eKsiążce Emerytka w Azerbejdżanie, którą można już nabyć w księgarniach internetowych:

 
Spis treści eEmerytki w Azerbejdżanie wyznacza szczegółową trasę mojej podróży:
1.             Baku
2.             İçəri Şəhər – Miasto Wewnętrzne. Baku
3.             Półwysep Apszeroński
4.             Gobustan
5.             Szeki
6.             Kisz
7.             Zaqatala i Dżar

A o współczesnych „ogniowych” inspiracjach wspomniałam już wcześniej we wpisie ze stycznia 2018 roku:


















 












 
 

 




















3 komentarze:

  1. szokująca nowoczesna architektura

    OdpowiedzUsuń
  2. Spróbuję zobaczyć to kiedyś na własne oczy! Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, bardzo polecam. Szczególnie,że to nie tak daleko. Pozdrawiam!

      Usuń