Jedną z głównych atrakcji Irlandii są Klify Moheru – czternastokilometrowy odcinek wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Mój czas w Irlandii jest jednak ograniczony, wycieczki, nawet racjonalne cenowo są, ale czas spędzony na klifach byłby ograniczony (odległość ok. 250 km od centrum Dublina + inne punkty wycieczki). No to „znalazłam sobie” klify w pobliżu irlandzkiej stolicy. Nie byle jakie – zarekomendowane przez Herberta George’a Wellsa według którego to właśnie stąd – z klifów półwyspu Howth rozpościerają się „najpiękniejsze widoki na świecie”. To, jakie te widoki będą dzisiaj, zależy od pogody.
Herbert George Wells (1866–1946 w Londynie) – brytyjski pisarz i biolog, jeden z pionierów gatunku science fiction, autor powieści (m.in.) Wojna światów, Wehikuł czasu i Wyspa doktora Moreau.
Zaczęłam zwiedzanie od północnej części półwyspu, od zamku Howth i jego otoczenia (https://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2026/07/od-dolmenu-do-zamku-howth-irlandia.html). Teraz czas, aby zobaczyć klify.
Półwysep Howth (irl. Binn Éadair, w tłumaczeniu „głowa”, co odnosi się do jego okrągłego kształtu), połączony jest z lądem wąskim przesmykiem (tombolo).
Tombolo – wąski pas mielizny łączący ląd stały z wyspą albo dwie wyspy z sobą, powstały w wyniku naniesienia piasku i żwiru przez prądy morskie.
Większość cypla jest pagórkowata, ze najwyższymi wzniesieniami takimi jak 171-metrowy Ben of Howth czy nieco niższy Shielmartin Hill (163 metry).
To wzgórza o łagodnych zboczach, ale nie brakuje też skalistych wzniesień. Głównym celem spacerów – jak widzę – nie są jednak „szczyty” w centrum półwyspu, ale na jego południowo wschodni kraniec z latarnią morską Baily.
Pierwsza latarnia w tym miejscu została zbudowana około 1667 roku przez sir Roberta Readinga i była jedną z sześciu, na których budowę Reading otrzymał patent od Karola II w 1665 roku. Potem, jak to zwykle bywa, była modernizowana stosownie do postępu techniki w dziedzinie źródła światła emitowanego przez latarnię (opalana węglem, latarnie gazowe, itd.). Zdarzało się, że konieczność takiej modernizacji była niejako wymuszana przez katastrofy statków, z których najbardziej znaną pozostaje tragedia PS Queen Victoria z 15 lutego 1853, w której zginęło ponad 80 pasażerów i członków załogi.
Pod koniec 1996 roku latarnia morska została przestawiona na tryb automatyczny – co uczyniło Baily ostatnią irlandzką latarnią morską, która przeszła na pracę w tym trybie – a ostatni latarnik opuścił ją w1997 roku,
W 2000 w przebudowanych budynkach obok latarni utworzono małe muzeum, w którym znajdują się drobne artefakty zebrane przez emerytowanych pracowników. Muzeum czynne chyba tylko „dla wtajemniczonych” bowiem cały cypelek z latarnią jest ogrodzony i niedostępny dla zwiedzających.
Jak widzę, sporo osób stając przed murem zagradzającym dostęp na teren, na którym stoi latarnia czuje się nieco zawiedziona, że nie może zobaczyć jej z bliska. Chyba jednak nikt nie żałuje spaceru – czy to przez środek półwyspu, czy brzegiem morza (6-8 kilometrów). Ja dotarłam do latarni od strony zachodniej właśnie przez „środek” półwyspu, wracam wzdłuż wybrzeża, ścieżką na szczycie klifu.
Klif (faleza, urwisko brzegowe) – stroma, często pionowa ściana brzegu morskiego lub jeziornego, utworzona wskutek procesu abrazji (ścierania brzegu przez okruchy skalne poruszane przez fale) zachodzącego u jej podstawy na styku z brzegiem morza czy jeziora (źródło: Wikipedia)
Jakże inne to klify, niż te wszystkie, które wcześniej widziałam – czy to niedawno w Parku Narodowy Calenques nieopodal Marsylii (https://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2026/04/skoro-cassis-to-klify-francja.html) czy kilka lat temu w Padliskach (Estonia), czy podpływając – lata temu – promem do Białych Skał Albionu. Nie tak wysokie, nie tak bardzo pionowe, nie prezentujące w pełni skał, które je tworzą, za to gęsto porośnięte roślinnością wszelaką, bujną, zieloną, kolorową.
Co chwilę zatrzymuję się, żeby bliżej przyglądnąć się tej czy innej roślince, znanej lub tylko podobnej do znanej… Ale też by jeszcze raz obejrzeć się na zielony klif, na wystające z wody skały, na widoczna jeszcze z oddali latarnię Baily.
Zbliżam się ponownie do zurbanizowanej części półwyspu, do portu, nad którym góruje wieża Martello, jedna z 28 wież wybudowanych w czasach napoleońskich w okolicy Dublina. Wieże te wznoszono w okresie wojen napoleońskich dla obrony wybrzeża przed inwazją z morza.
W jednej z takich wież, na południe od Dublina, w której obecnie jest Muzeum Jamesa Joyce’a rozpoczyna się fabuła Ulissesa (https://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2026/06/dzien-blooma-bloomsday-dublin-irlandia.html). Ta tutaj, w Howth (zresztą też jedna z trzech na półwyspie), została wzniesiona w latach 1804–1806 z łupanego kamienia, na planie okręgu o średnicy 12,2 metrów. Miała 7,3 metra wysokości. W przyziemiu mieściły się magazyny, na dwóch kondygnacjach magazyny i pomieszczenia mieszkalne. Wejście do wieży było z poziomu pierwszego piętra, załogę stanowiło szesnastu żołnierzy. Wieża wyposażona była w jedną armatę.
Po wojnach napoleońskich wieżę wykorzystywano jako placówkę tropiącą przemytników, jako stację sygnalizacyjną, jako końcową stację podmorskich kabli telegraficznych. Na początku XX wieku przeprowadzono w wieży eksperymenty z radiem. 23 listopada 1903 amerykański wynalazca Lee De Forest przeprowadził udaną transmisję radiową z wieży w Howth do Holyhead. Guglielmo Marconi, w 1905 dokonał z tego miejsca połączenia radiowego ze statkiem.
W 1922 roku właścicielem wieży zostało Irlandzkie Ministerstwo Poczt i Telegrafów, pod koniec lat 80. XX wieku wieża znalazła się w rękach miasta Dublin, które po remoncie w 2001 roku przeznaczyło wieżę na Muzeum Radia Vintage – Ye Olde Hurdy-Gurdy.
O „zasługach” latarni Baily w nawigacji statkami pisała Letitia Elizabeth Landon (1802–1838) w wierszu Howth Light-House (1834).
James Joyce (1882–1941) kilkukrotnie wracał piórem do Howth. Miejscem akcji jego ostatniej powieści Finnegans Wake z 1939 jest zamek Howgh. Półwysep jest też „kluczowym miejscem dla fabuły Ulissesa, szczególnie w ostatnim rozdziale (monolog Molly Bloom), która wspomina tam swoją pierwszą randkę z Leopoldem Bloomem. To właśnie tam w ich pamięci zapadł słynny okruch ciasteczka migdałowego” (AI)
Nie zabrakło też na wyspie wieży Martello. Teraz, po południu, z tego miejsca widać wyspę lepiej aniżeli przed południem, gdy patrzyłam na nią z któregoś „szczytu”, gdy powietrze było niezbyt przejrzyste.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz