niedziela, 7 kwietnia 2024

Spacerkiem po Kuwejcie. Cz. I.


Większość miast położonych nad morzem ma „swoją” promenadę. Ma taką i Kuwejt (miasto). Nie wiem jaka jest jej długość, ja przeszłam dystans od Al Salam Palace Museum do Wież Kuwejckich o długości około siedmiu kilometrów oraz dwu- trzykilometrowe odcinki na terenie wchodzącej w skład aglomeracji miejscowości As Salimijja .

Nie był to spacer dla samego tylko spaceru – wzdłuż promenady, w kwartałach po drugiej stronie ulicy usytuowanych jest sporo atrakcyjnych miejsc, które warto zobaczyć/zwiedzić. Nie zwiedzałam ich „po kolei”, nie zwiedzałam ich w jednym dniu. W tym poście jednak zaprezentuję je w encyklopedycznym skrócie poczynając od zachodniego krańca promenady. Ten „kraniec” dotyczy mojej trasy – promenada ciągnie się bowiem dalej, w kierunku strefy wolnocłowej i miasta Al Dżahra, ja zwiedzałam część w kierunku przeciwnym, w kierunku Wież Kuwejckich.   


Pałac Al Salam – Pałac Pokoju – to zabytkowy pałac i muzeum. Budowę rozpoczęto pod koniec lat pięćdziesiątych XX. wieku z przeznaczeniem na rezydencję Amira Szejka Al-Abdullaha Al-Salema Al-Sabaha i jego rodziny. W 1961 roku, po oficjalnej deklaracji niepodległości kraju, jeszcze w trakcie budowy, zmieniono plany przekształcając budowlę w rezydencję dla oficjalnych gości przybywających do Kuwejtu. Pałac został otwarty w 1964 roku i gościł ponad 150 światowych przywódców, wśród których jako najznamienitsi wymieniani są: były prezydent Francji Valery Giscard d’Estaing oraz Karol i Diana, książę i księżna Walii.

Pałac Al Salam przyjmował gości do 1990 roku, do najazdu Iraku na Kuwejt. W czasie wojny wyposażenie pałacu rozkradziono a sam budynek został zniszczony i popadł w zapomnienie. W 2013 roku podjęto decyzję o jego  odrestaurowaniu i przekształceniu w muzeum. Oficjalne otwarcie pałacu-muzeum nastąpiło w kwietniu 2019 roku.

Niestety nie zobaczę kolekcji artefaktów stanowiących kuwejckie narodowe dziedzictwo kulturowe ani „najnowocześniejszych technologicznych metod prezentacji pozwalających w kreatywny i innowacyjny sposób przedstawiać historię Kuwejtu”. Jest sobota i muzeum jest zamknięte[1].

Pałac Al Salam jest częścią Narodowego Okręgu Kulturalnego Kuwejtu (KNCD) – wielomiliardowego projektu rozwojowego koncentrującego się na sztuce i kulturze Kuwejtu, jednego z największych projektów dotyczących inwestycji kulturalnych na świecie.
Projekt obejmuje pięć instytucji kulturalnych, które grupowane są terytorialnie:
– na zachodzie Kuwejtu: Pałac Al Salam oraz Centrum Kultury Szejka Jabera Al-Ahmada
– na wschodzie: Centrum Kultury Szejka Abdullaha Al-Salem
– w centrum: muzea w parku Al Shaheed – Muzeum Habitat i Muzeum Pamięci (w niektórych źródłach wymieniany jest park jako całość); (o parku Al Shaheed pisałam w poście: http://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2024/03/oaza-w-sercu-kuwejtu-park-al-shaheed.html).

Centrum Kultury Szejka Jabera Al Ahmada (The Sheikh Jaber Al-Ahmad Cultural Centre - JAACC) to – według różnych źródeł:  (1) multidyscyplinarna przestrzeń publiczna oferująca dostęp do  wydarzeń muzycznych, teatralnych, filmowych i warsztatów różnego rodzaju, (2) nowoczesne centrum kulturalno-artystyczne, (3) centrum kultury składające się z czterech budynków rozmieszczonych wokół dziedzińców wejściowych, (4) największy ośrodek kulturalny i opera na Bliskim Wschodzie, (5) kompleks kulturalny, w skład którego wchodzą teatry, sale koncertowe, centra muzyczne, sale konferencyjne i wystawowe, kina, biblioteki, centrum dokumentów historycznych oraz park publiczny.

Ta ostatnia „definicja” wydaje mi się najbardziej pełna i prawdziwa.

Zaczynam od parku. Tłoczno tutaj dzisiaj – właśnie odbywają się jakieś targi czy inny event. Wokół  jeziora o półksiężycowym kształcie z grającą fontanną (aktualnie fontanna milczy) pawilony z kawiarniami i sklepikami (chyba pamiątki), tymczasowe (pod parasolami) stoiska handlowe. Ciekawy jest amfiteatr, raczej scena na wolnym powietrzu. 





Raczej szybko przemierzam park – głównym przedmiotem mojego zainteresowania jest opera. Nawiasem mówiąc spotkałam się też z określeniem, że „całość to opera”. Z drugiej strony, lśniące w słońcu cztery bryły mieszczą nie tylko operę, ale również wspomniane „teatry, sale koncertowe, centra muzyczne, sale konferencyjne i wystawowe, kina, biblioteki, centrum dokumentów historycznych”.

JAACC o powierzchni 236 tys. metrów kwadratowych, zaprojektowany i wzniesiony w rekordowym tempie w okresie 22 miesięcy, został oddane do użytku w październiku 2016 roku.

Metalowa konstrukcja połączona ze szkłem (lustrami?) stanowiąca elewacje budynków została zainspirowana architekturą islamską. 

„Bryły” są pozamykane, myślę, że poszczególne wnętrza można zobaczyć w czasie odbywających się spektakli czy wydarzeń artystycznych. Można wejść jedynie do ciągu komunikacyjnego łączącego budynki z podziemnym światem garaży. I tutaj właśnie mogę oglądnąć wystawę prezentującą makiety pokazujące główne etapy budowy prowadzące do kształtu i wyglądu jaki mają dzisiaj budynki Centrum. Autorzy wystawy pisząc o metalowej konstrukcji przysłaniającej betonowe bloki komentują, że „te detale podkreślają urok budynku (…) łącząc elementy natury, takie jak światło i cienie”


To było ciekawe spotkanie. Czas na krótki odpoczynek w jednym z parków przy pieszej promenadzie. Park nieco zaniedbany, trwają jakieś roboty, ale za to można spojrzeć na operę z dystansu, objąć wzrokiem całe (no, prawie całe) założenie tego „wybitnego współczesnego projektu”, który został uhonorowany międzynarodowymi nagrodami.  

Zobacz też: http://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2024/04/spacerkiem-nie-samochodem-po-kuwejcie.html


[1] Generalnie muzea w Kuwejcie są otwarte od poniedziałku do czwartku w godzinach porannych i popołudniowych (przerwa najczęściej w godzinach 12:30–16:00; czasem od 13:00–16:30). W piątki (dzień święty dla muzułmanów) przed południem wszystkie  muzea są zamknięte. W soboty i niedziele nie ma reguły –  niektóre muzea pracują w obydwa dni, niektóre tylko w sobotę, inne tylko w niedzielę. Niestety informacje o godzinach otwarcia na stronach internetowych bywają nieaktualne.







wtorek, 2 kwietnia 2024

Spacerkiem – a nie samochodem – po Kuwejcie. Refleksje o przemieszczaniu się w obcym mieście


Lubię chodzić, czy raczej włóczyć się, ulicami miast w których jestem po raz pierwszy. Może bardziej adekwatne byłoby określenie „flanować” opisane przez Zbigniewa Herberta[1], [2]

Dla mnie to najlepszy sposób poznania nowego miejsca.

Tylko jak mam flanować w Kuwejcie wobec funkcjonujących w sieci opinii typu: nie da się inaczej zwiedzać miasta jak tylko samochodem, bo paliwo tutaj tanie, więc wszyscy mają  samochody, miasto jest dostosowane do potrzeb kierowców a nie pieszych, i na dodatek komunikacja miejska jest słabo rozwinięta (!). A mieszkając w hotelu poza centrum trzeba przecież do miejsca flanowania jakoś dojechać. 

Sprawdzanie takich stwierdzeń zaczęłam przed wyjazdem od przestudiowania strony dotyczącej komunikacji miejskiej (https://citybuskw.com/). „Wyszło mi”, że aglomerację Kuwejtu obsługują autobusy kursujące na ponad dwudziestu trasach (zaprezentowanych na mapkach), w tym są trzy linie ekspresowe łączące różne części miasta z lotniskiem. I że przejazd kosztuje 200-350 filsów (w zależności od długości trasy i uznania pana kierowcy), czyli 2,60–4,50 złotych (bilety kupuje się u kierowcy płacąc gotówką). Przejazd linią ekspresową/lotniskową jest droższy – 1000 filsów czyli 13 złotych, ale są też autobusy linii „zwykłych” kursujące na lotnisko z obszarów poza trasami autobusów ekspresowych.[3]

Nie znalazłam informacji jak często te autobusy kursują, ale rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania – zwykle nie czekałam na autobus dużej niż trzy do siedmiu minut (na lotnisku dziesięć minut, i później w centrum na autobus do Al Dżahry około piętnastu minut). Co więcej okazało się, że panowie kierowcy otwierają drzwi autobusu właściwie w każdym miejscu – pod warunkiem, że nie stanowi to zagrożenia dla ruchu, czyli kiedy stoją na czerwonym świetle (nie oceniam tego, to tylko stwierdzenie faktu).

Nie zdarzyło mi się jechać pustym autobusem – w godzinach popołudniowych były nawet przepełnione, mimo tak częstego kursowania. 

A zatem nie wszyscy w Kuwejcie jeżdżą samochodami!

I jeszcze taka ciekawostka: przednia część autobusu przeznaczona jest dla kobiet, tylna dla mężczyzn. Nawet, jeżeli w części dla kobiet były wolne miejsca, mężczyźni na nich zwykle nie siadali. Czasem się przysiadali, ale gdy widzieli, że wsiadają kobiety, zwalniali miejsce, zanim weszły do autobusu. Widziałam też dwukrotnie bardzo nieuprzejme zachowanie starszych pań z twarzą zasłoniętą kwefem – kiedy mężczyzna siedzący w przedniej części autobusu nie zauważył, że wsiadła kobieta, ta uderzyła go torebką (zamiast się odezwać, że chce usiąść, że to „jej” miejsce).

Pozostaje pytanie, co robić po wyjściu z autobusu, skoro wszyscy jeżdżą samochodami, czyli jak chodzić po mieście, skoro jest ono zaprojektowane do potrzeb kierowców, a nie pieszych. Tak bardzo do potrzeb kierowców, że podobno w wielu miejscach nie ma chodników.

Już na pierwszych skrzyżowaniach, po dojechaniu do centrum Kuwejtu i opuszczeniu autobusu,  zauważyłam, że sygnalizacja świetlna dostosowana jest rzeczywiście  do ruchu pojazdów a nie pieszych (np. nie ma charakterystycznej figurki „pieszego”, lub w ogóle nie ma sygnalizatora skierowanego do pieszych). Piesi przechodzą przez jezdnię kiedy samochody stoją. Chyba dwukrotnie tylko natknęłam się na  światła „z ludzikiem”, ale były one nieskoordynowane ze światłami dla samochodów i ludzie przechodzili „na czerwonym”.

Miałam dylemat co zrobić, kiedy znalazłam się nie po tej stronie ulicy, po której chciałam być, pasów do przejścia na drugą stronę jezdni (trzypasmowej) nie było, a do skrzyżowania jednego czy drugiego było po około półtora kilometra. Zatem stanęłam i obserwowałam. I zauważyłam, że ludzie przechodzą (nie przebiegają, ale przechodzą!) w dowolnym miejscu, między falami samochodów regulowanymi przez światła na skrzyżowaniach (światła zmieniają się w dłuższych odstępach czasu niż jesteśmy przyzwyczajeni).

Kolejne dni potwierdziły, że przechodzenie (podkreślam: nie przebieganie ale przechodzenie, gdy samochody nie jadą) przez jezdnię w dowolnym miejscu, z zachowaniem ostrożności, jest powszechnie praktykowane i akceptowane (nie wiem czy usankcjonowane).

 
Oczywiście ten system nie dotyczy dróg szybkiego ruchu przebiegających przez miasto (z separatorem pośrodku pasów ruchu). W tym przypadku w stosunkowo niedużych odległościach zbudowane są kładki do przejścia na druga stronę, co według mnie potwierdza akceptację przechodzenia przez jezdnie bez separatorów w dowolnym miejscu.

Aha! I nie zdarzyło mi się, żebym musiała iść jezdnią, bo nie było chodnika. Chodziłam tylko po trotuarach dla pieszych. 

Zdjęcie Wielkiego Meczetu zrobione z takiej właśnie kładki
 

A zatem w Kuwejcie da się flanować! Zaczynam od zachodniej części promenady nadmorskiej: https://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2024/04/spacerkiem-po-kuwejcie-cz-i.html


[1] Zbigniew Herbert Barbarzyńca w ogrodzie, Warszawa: Fundacja Zeszytów Literackich, 2014
 
[3] Ogółem na bilety autobusowe w czasie ośmiu dni pobytu wydałam 6550 filsów, czyli ok. 85 złotych (w tym 1000 filsów na autobus z lotniska do hotelu; ponieważ w czasie pobytu zmieniałam hotel i w tej części miasta  gdzie się zatrzymałam w ostatnich dniach nie było autobusu ekspresowego, na lotnisko dojechałam dwoma zwykłymi autobusami łącznie za 500 filsów)
Wypożyczenie samochodu kosztuje około 100 zł za dzień.