niedziela, 8 grudnia 2019

Najpierw była twierdza Erebuni. Armenia



Za datę powstania Erywania przyjmuje się rok 782 p.n.e., kiedy to władca Urartu Argiszti I na wzgórzu Arin Berd wzniósł warownię Erebuni. Od tej nazwy uczeni wywodzą obecną nazwę ormiańskiej stolicy. Rzym został założony dopiero w roku 753 p.n.e., jest zatem o 31 lat młodszy od Erywania.

Twierdza Erebuni miała chronić północne granice państwa. Została opuszczona w VI wieku p.n.e. i na całe wieki słuch o niej zaginął. Odkryto ją dopiero pod koniec XIX wieku, a systematyczne prace archeologiczne rozpoczęto w połowie XX wieku.
Odkopane spod warstwy piachu ruiny Erebuni znajdują się w południowo-wschodniej części Erywania, dość daleko od centrum. Dojeżdżam tam metrem i jeszcze kilka przystanków autobusem. Witana jestem przez króla Argiszti I w rydwanie ciągniętym przez dwa rozszalałe rumaki. 


 














Znalezione w czasie prac wykopaliskowych artefakty zgromadzono w muzeum otwartym w 1968 roku u stóp wzgórza, na którym wyraźnie rysuje się trójkątne założenie twierdzy. Opasujące miasto-twierdzę mury zostały odsłonięte, a pewnie i częściowo zrekonstruowane, do wysokości kilku, miejscami kilkunastu metrów. Wzniesiono je, podobnie jak budowle wewnątrz murów, z bloków czerwono-rudego i szarego tufu, niektóre partie z drewna i gliny. Tablice edukacyjne pomagają wyobraźni zidentyfikować, gdzie był pałac, gdzie sala kolumnowa, gdzie jej przedpokój. Wskazują usytuowanie świątyń, wież i centralnego placu. Podpowiadają, gdzie był garnizon, a chwilę potem gdzie mieszkała służba. Zwracają uwagę na resztki systemu wodno-kanalizacyjnego i gliniane pojemniki na ziarno czy oliwę wpuszczane w ziemię w magazynach i piwnicach tego starożytnego miasta. Odpowiadają na pytanie, dlaczego ten zwężający się korytarz skręca pod kątem prostym – bo dzięki takiej konstrukcji stanowił pułapkę dla ewentualnego najeźdźcy.


W niektórych partiach murów wbudowano bloki skalne – zapewne repliki – z inskrypcjami w piśmie klinowym. Wiele takich kamieni z opisami różnych wydarzeń znaleziono w czasie prac archeologicznych (kilka z nich oglądałam w muzeum), dzięki temu można było dość dobrze odtworzyć historię rezydencji urartyjskiego króla.















Wracam do centrum. Na placu przed stacją metra (i stacją kolejową) stoi pomnik Dawida z Sasunu, bohatera staroormiańskiego eposu narodowego. Dzieje Sasunu, krainy w zachodniej części Armenii, oraz młodzieńca, który broni swojego kraju, na pewno zasługują na uwagę. Dla mnie jednak ciekawsze jest to, że składający się z czterech części epos do połowy XIX wieku przekazywany był ustnie. Dopiero na przełomie wieków XIX i XX przekazy ludowe, w piętnastu dialektach zresztą, zostały spisane. Tradycja recytacji tego eposu pozostała, co więcej – została wpisana na Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO – nie sam epos, ale właśnie tradycja jego recytacji.




















poniedziałek, 2 grudnia 2019

Plan planem, a życie życiem. Nepal 2019



Nepal odwiedziłam w ramach dwumiesięcznej wyprawy po subkontynencie indyjskim (marzec-kwiecień 2019; Sri Lanka – Nepal – Indie). Nie zdobyłam żadnego ośmiotysięcznika – nie z takim bowiem zamiarem tam jechałam – chociaż nie miałam nic przeciwko temu aby na himalajskie szczyty popatrzyć. Jadąc do Nepalu, bardziej jednak aniżeli na wędrowanie po górach nastawiam się na poznanie kultury Newarów.

Newarowie to grupa etniczna zamieszkująca kotlinę Katmandu, posługująca się językiem newarskim, licząca około 1 300 000 osób. Kotlina Katmandu leżąca u stóp Himalajów, na wysokości 1300–1500 metrów n.p.m., ma długość 24 kilometrów ze wschodu na zachód, a szerokość – 19 kilometrów z północy na południe. 

Główne miasta kotliny to Katmandu, Patan i Bhaktapur, w pewnych okresach stolice oddzielnych królestw, których zabudowa tworzona była w ciągu wieków przez artystów pochodzenia newarskiego. Budowy, przebudowy i rozbudowy pałaców królewskich oraz miast skupiających się wokół monarszych siedzib, dokonywane pod mecenatem władców, pozwalały Newarom na doskonalenie swoich umiejętności. Co więcej, rywalizacja między władcami tych państw-miast, którzy dążyli do stworzenia i ozdobienia swych pałaców, tak aby były piękniejsze niż siedziby ich sąsiadów, skutkowała rozwojem rzemiosła na niespotykaną skalę. W ciągu trzech stuleci (XIV–XVI) kotlina Katmandu przekształciła się w prawdziwy skarbiec sztuki i architektury uznany za dziedzictwo nie tylko nepalskie, lecz także światowe. Na listę światowego dziedzictwa UNESCO zostało wpisane siedem zabytków kotliny Katmandu – trzy zespoły pałacowo-mieszkalne (Katmandu, Patan i Bhaktapur) a także cztery świątynie (buddyjskie stupy Swajambhunath i Bodnath oraz hinduistyczne świątynie Paśupatinath i Changu Narayan).

Ta podróż pozwoliła mi zaglądnąć do tego skarbca. 
















Co do oglądania himalajskich szczytów, to muszę się posłużyć  znanym powiedzeniem: plan planem, a życie życiem. Inaczej mówiąc – jedyne, czego nie można sobie w podróży zaplanować, to pogoda. A ponieważ nie można, no to stało się, dwa tygodnie w Nepalu i ośnieżonych himalajskich szczytów prawie że nie widziałam, a przynajmniej nie mogłam się ich widokiem dłużej rozkoszować. Zarówno kotlina Katmandu, jak i Pokhary przykryte były chmurami, a może to mgła była, a może smog. Lśniące w słońcu białe szczyty widziałam z okien autobusu, ale nie było warunków do robienia zdjęć. Wysiłek zdobycia punktów widokowych na peryferiach Pokhary został jednak nagrodzony – chmury się rozstąpiły i Maćhapućharę oraz Annapurnę zobaczyłam.


Nie zawiodły za to nosorożce w Parku Narodowym Ćitwan – stawiły się na popołudniową kąpiel, chociaż zapewne nie wiedziały, że są bacznie obserwowane.

Tłok, brud i chaos Thamelu jakoś na mnie nie zadziałały i „klimatu” żadnego nie odkryłam, za to dzieła stworzone rękami newarskich artystów, mimo ciągle jeszcze widocznych ran będących następstwem trzęsienia ziemi, przemówiły do mnie z całą mocą. Jestem przekonana, że potomkowie mistrzów sprzed wieków w ciągu kilku lat, z pomocą innych państw, odtworzą to, co zniszczył kataklizm.

 













A ponieważ przedłużanie podróży ich opisywaniem chyba stało się nałogiem, no to powstała eEmerytka w podróży. Jej spis treści określa trasę i program mojego wędrowania:

Wstęp
Rozdział 1. Katmandu – nie tylko Durbar i Thamel
Rozdział 2. Swajambhunath – Świątynia Małp
Rozdział 3. Bodnath – Wielka Stupa
Rozdział 4. Paśupatinath – Świątynia Paśupatiego, Władcy Zwierząt
Rozdział 5. Plac Durbar – Katmandu, Patan, Bhaktapur
Rozdział 6. Niedziela Palmowa w Nepalu
Rozdział 7. Na spotkanie z nosorożcami – Park Narodowy Ćitwan
Rozdział 8. Tam, gdzie urodził się Budda – Lumbini
Rozdział 9. Być w Nepalu i Himalajów nie widzieć – Pokhara


eEmerytkę w podróży można już dostać w księgarniach: