czwartek, 3 sierpnia 2017

Z Melbourne do Adelajdy Wielką Drogą Oceaniczną. Australia. Cz. I.


Z Melbourne do Adelajdy jest około siedmiuset kilometrów. Aby przejechać ten dystans, potrzebny jest jeden dzień lub jedna noc. Chcę jednak zobaczyć Most Londyński i Dwunastu Apostołów – wapienne formacje skalne na brzegu oceanu. Wykupuję zatem trzydniową wycieczkę, z którą pokonam trasę z Melbourne do Adelajdy Wielką Drogą Oceaniczną.

The Great Ocean Road zaczyna się około stu kilometrów za zachód od Melbourne i wije się brzegiem oceanu przez 243 kilometry. Jest to równocześnie największy w świecie pomnik ofiar wojny. 

Droga została zbudowana w latach 1919–1932 w hołdzie żołnierzom poległym w I wojnie światowej przez ich kolegów, którzy z wojny powrócili.

Oddana do użytku droga na zawsze zmieniła i morskie wybrzeże, i życie zagubionych wśród bezdroży osad ludzkich. Dzisiaj służy głównie podróżnikom i turystom. Spiżowe figury dwóch rozbijających skały robotników, w miejscu, gdzie droga się zaczyna, każą pamiętać o warunkach, w jakich łopatami i kilofami pracowali. 

Okazuje się, że poza przejazdem malowniczą trasą brzegiem oceanu zobaczymy jeszcze parę innych miejsc. W wycieczce bierze udział jedenaście osób, w tym jedna Aussie (Australijka) z Perth. Ella dokładnie przestudiowała program wycieczki i teraz pilnuje kierowcy-przewodnika, czy nie realizujemy programu wycieczki na skróty.
O, jak fajnie, tym razem nie muszę się troszczyć, czy kolejne biuro podróży mnie nie roluje!

Jeden z pierwszych postojów to okazja do kolejnego podglądania koali. Dziwne, ale nikomu się to nie nudzi, mimo że wszyscy mieliśmy już kontakty z tymi zniewalającymi torbaczami. Karmimy też przecudne czerwono-niebieskie rozelle królewskie, niewielkie papużki, które niczym gołębie na Rynku Głównym w Krakowie zlatują się do ziarna trzymanego w dłoniach. O to, żebyśmy mieli czym je karmić, zadbał nasz opiekun. 

Las deszczowy Otway oglądamy z kładek umieszczonych na poziomie koron drzew. Tablica na początku trasy informuje, że ścieżka została zawieszona na wysokości 25 metrów, ma 600 metrów długości i do jej wykonania zużyto 120 ton stali. Uff…

Ale jakże inaczej wyglądają z tej perspektywy eukaliptusy z odpadającą płatami korą! A paprocie! Dotychczas oglądałam je tylko z ziemi, od dołu. Teraz oglądam je z innej perspektywy. A między paprociami szaleją dinozaury, ale to już nie moja bajka.

 
 












 


Tam, gdzie wybrzeże ukształtowało się w plaże, mimo zimy, kilkanaście czarnych kropeczek, bo tak z daleka wyglądają surferzy, czeka w lodowatej wodzie na wysoką falę. Gdzieś tam, jakieś 2700 kilometrów dalej, jest Antarktyda, nawet w lecie woda nie jest tu zbyt ciepła. Brr…



Sanitariaty na parkingu, na którym zatrzymują się serferzy,
jedyna też ich „przebieralnia”.
Zdjęcie zrobiłam ze względu na dekorację –
malarstwo kropkowe opisuje
jedną z aborygeńskich historii czasu snów (Dreamtime).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz