Oczywiście
Panamá City to nie tylko kanał, ruiny i zbytki z czasów kolonialnych. Nie mogę
nie przejść się kilkukilometrową aleją Balboa ciągnącą się wzdłuż zatoki
Panamá. To biznesowa dzielnica miasta. Wieżowce. Najrozmaitszych wysokości i
kształtów. Na nich logo znanych światowych firm.
Szczególnie zachwyca mnie „wielki zielony kręcioł”, jak na swój użytek nazwałam Revolution Tower (Wieżę Rewolucji – nazywaną również Wieżą F&F), wybijający się w panoramie wieżowców niezwykle oryginalny budynek, którego poszczególne szklane kondygnacje w kolorze butelkowej zieleni zostały przekręcone o kilka, może kilkanaście stopni w stosunku do piętra poprzedniego. Mierzący 242,9 metrów (52 piętra) biurowiec został oddany do użytku zupełnie niedawno. W 2011 roku uplasował się na siódmym miejscu na świecie pod względem doskonałości architektury.
Gdzieś w połowie alei Balboa wita mnie sam Vasco Núñez de Balboa, hiszpański
konkwistador, gubernator, założyciel pierwszej stałej kolonii na kontynencie
amerykańskim (w 1511 roku – Acla w pobliżu Darién). I pierwszy
Europejczyk, który 25 września 1513
roku dotarł do brzegów Pacyfiku.
Jego nazwisko dało nazwę nie tylko alei, którą idę, ale i panamskiej
walucie. Waluta to co prawda dziwna, bo ogranicza się do monet. Banknotami
będącymi w obiegu w Panamie są dolary amerykańskie.
Mi Pueblito (Moja Mała Wioska) to nazwa skansenu znajdującego się blisko mojego hotelu. Z założenia miała być „ukłonem” w stronę rdzennych mieszkańców tych ziem. W rzeczywistości prezentuje głównie budynki kolonialne i zaledwie kilka domostw Indian, między którymi plątają się niewielkie zwierzęta. Chyba to są kapibary…
Zbliżając się do niepozornego i zaniedbanego budynku Muzeum Sztuki Współczesnej, nie spodziewałam się, że czeka mnie taka uczta duchowa. Już od rana można oglądać wystawę, której wernisaż odbędzie się wieczorem. Dwie półkule to tytuł wystawy prac Federico Uribe, kolumbijskiego artysty mieszkającego w Miami. Nie wiem, dlaczego „dwie”, bo półkul jest więcej, są też… no właśnie, obrazami tego nazwać chyba nie można. „Obiekt” to chyba lepsze określenie. Półkule są z ołówków. „Obiekty” ze sznurówek i kabelków! Kładą na kolana.
Więcej zdjęć dotyczących
wystawy – zobacz wpis: http://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2016/01/federico-uribe-czyli-co-mozna-zrobic-z.html
| Widok na Calzada de Amador z pokładu Pacific Queen |
Zwiedzanie Panamy nie byłoby pełne bez przejścia się groblą znaną jako Calzada de Amador. Już na początku XX wieku ktoś wpadł na pomysł, aby trzy wysepki położone w odległości około trzech kilometrów od brzegu połączyć ze sobą i ze stałym lądem. I tak uczyniono. Na najdalej położonej wyspie, Flamenco, usytuowano port. Na tej i pozostałych otwarto szereg restauracji, barów, sklepów. Również wolnocłowych. A w foyer między sklepami, wieszając kilka całkiem miłych oku abstrakcji, utworzono galerię sztuki nowoczesnej.
Wzdłuż grobli posadzono palmy, utworzono
ścieżkę rowerową, postawiono ławeczki. Tym sposobem grobla stała się miejscem
rekreacyjnym. Nieograniczone możliwości nabijania kilometrów i robienia zdjęć –
z widokiem na całą dzielnicę biznesową z jednej strony, na ujście Kanału
Panamskiego z drugiej strony. I na Most Ameryk też.
Na krańcu grobli, właściwie już na stałym
lądzie, uwagę zwraca sporych rozmiarów budowla. To Muzeum Bioróżnorodności
wybudowane kosztem sześćdziesięciu milionów dolarów. Autorem projektu budowli
jest światowej sławy architekt Frank Gehry. Ten sam, który zaprojektował Muzeum
Guggenheima w hiszpańskim Bilbao. Tyle że w tym przypadku odstąpił od
ulubionego metalicznego koloru i tworzącym konstrukcję budowli panelom o
różnych kształtach i rozmiarach nadał jaskrawe kolory czerwieni, żółci i
kobaltowego niebieskiego, które według niego w większym stopniu korelują ze
środowiskiem tropikalnym, reprezentowanym w tym właśnie obiekcie.
Chyba jeszcze nigdy nie byłam w muzeum
bioróżnorodności, zatem mam pierwszą okazję, aby to uczynić. Bioróżnorodność to
zresztą względnie nowe słowo, stosowane dopiero od 1980 roku, by określić
zróżnicowanie żywych organizmów występujących w ekosystemach Ziemi. Okazuje się
jednak, że w muzeum dopiero trwają prace wykończeniowe. I nie byłoby w tym nic
dziwnego, gdyby nie fakt, że w prospektach muzeum przedstawiane jest jako
czynne. Cóż, nadal nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek zwiedzałam muzeum
bioróżnorodności.
Widok z góry na Calzada de Amador:
|
„Panama – obfitość motyli i ryb” –
pomnik upamiętniający 500-lecie
dotarcia przez Hiszpanów do brzegów Pacyfiku
|