sobota, 18 maja 2019

Most Humilladero. Popayán (Kolumbia). I inne mosty też



Przypadkiem zasłyszana informacja, że dzisiaj jest Dzień Mostowca, uruchomiła przeglądarkę mojej pamięci: czy ja kiedyś pisałam coś o jakimś moście?
Pisałam. Opisując mój pobyt w Popayán (Kolumbia) pisałam o moście Humilladero – moście upokorzeń. Poniżej ten fragment. A przy okazji kilka zdjęć mostów z różnych miejsc na świecie.

Jednym z najczęściej wymienianych zabytków miasta Popayán jest most Humilladero. Właściwie to są dwa mosty. Jeden niewielki, teraz schowany w gąszczu drzew i krzewów, przeznaczony był dla niewolników i rdzennej ludności tych ziem. Drugim, dużo większym, wzniesionym z cegły i cementu w 1873 roku, przechodzili dostojni i możni chrześcijanie.

 













Intryguje nazwa: most Humilladero – most upokorzeń. Jedne źródła mówią, że przed wybudowaniem mostu/mostów istniała w tym miejscu rozpadlina w gruncie, która utrudniała dostęp do osady. Trzeba było wspinać się, czasem na kolanach, korzyć się… Z drugiej strony, czyż nie jest upokarzającym każdy przejaw dyskryminacji, także takiej, która dotyczy przeznaczenia mostów dla różnych grup ludności?

Teraz otoczenie mostów to ładnie zagospodarowane miejsce służące jako scena spotkań kulturalnych i występów grup teatralnych, muzycznych, tanecznych. I w tej chwili trwa występ niewielkiego zespołu. Ale chwila obcowania z muzyką i śpiewem mi wystarczy, wypadałoby w końcu dotrzeć do centrum!

Innemu z mostów, mostowi w Nankinie (Chiny), poświęciłam kiedyś wpis: http://emerytkawpodrozy.blogspot.com/2019/01/most-nankinski-nankin-chiny.html




























 

 

 



czwartek, 9 maja 2019

El Calafate – brama do lodowca Perito Moreno. Argentyna



El Calafate to typowo turystyczne miasto o niedługiej historii. Europejczycy bardzo szybko po odkryciu ziem południowego krańca kontynentu uznali je za doskonale nadające się do hodowli owiec. Zanim pozyskana wełna trafiała na statki w Rio Gallegos, farmerzy zbierali się na brzegu jeziora Argentino, skąd wyruszali z belami owczego runa ku brzegom Atlantyku. Ponieważ takie „zbieranie się” trwało kilka dni, zaczęły powstawać najpierw szałasy, portem zajazdy – jednym słowem, cały catering, będący początkiem nowej osady. Rok 1927 uznaje się za oficjalną datę założenia miasta, które otrzymało nazwę popularnego krzewu typowego dla tych stron, beberysu bukszpanolistnego – jego hiszpańska nazwa to el calafate.


Prawdziwym impulsem do rozwoju miasta okazało się jednak dopiero powstanie w 1937 roku Parku Narodowego Los Glaciares – Parku Narodowego Lodowców, z powodu którego i ja ląduję na lotnisku w El Calafate.

Jestem w Patagonii, krainie geograficznej rozciągającej się w południowej części kontynentu, należącej w 64% do Argentyny, a w 36% do Chile. Lądolód Patagoński Południowy to trzeci pod względem wielkości lądolód świata po Antarktydzie i Grenlandii. Spływa z niego 49 lodowców, z których trzy największe: Upsala, Viedma i Perito Moreno kierują się na stronę argentyńską. Park Narodowy Lodowców obejmuje te trzy duże lodowce, wiele mniejszych i dwa duże jeziora polodowcowe: jezioro Viedma i jezioro Argentino, na którego brzegu leży El Calafate.


Kiedy naoglądałam się już lodowca ze wszystkich możliwych stron i wracam autobusem do miasta, pan kierowca jest bardzo zdziwiony, kiedy mówię, że chciałabym wysiąść na jego peryferiach. A chcę, bo nie mam jeszcze ochoty wracać do zatłoczonego centrum i chcę maksymalnie przedłużyć ten kontakt z naturą. Idąc brzegiem, chcę jeszcze raz popatrzeć na jezioro, na żerujące przy brzegu ptactwo, na odbijające się w wodzie góry. Kiedyś jednak i ten spacer musi się skończyć.


A w samym Calafate? Jak to w miejscowości turystycznej. Przy głównej ulicy kawiarnia obok kawiarni, restauracja obok restauracji, agencja turystyczna obok agencji turystycznej. Te ostatnie prześcigają się w propozycjach dowiezienia chętnych do tego samego miejsca, do którego ja dojechałam, korzystając z transportu publicznego. Chociaż są też oczywiście oferty poważniejsze i solidniejsze, jak na przykład wyprawa statkiem do czoła lodowca Upsala czy spacer po którymś z lodowców.















Warto zajrzeć do siedziby zarządu Parku Narodowego Los Glacieros w centrum miasta. Niewielka wystawa wewnątrz oraz tablice edukacyjne w otaczającym budynek parku pozwalają poznać nieco szczegółów z historii odkrywania i badania tych ziem. Tym, kto najbardziej zasłużył się w tej dziedzinie, był niewątpliwie naukowiec i badacz Patagonii Francisko Pascasio Moreno (1852–1919), bardziej znany jako Perito Moreno (perito – hiszp. „znawca”, „ekspert”). Chociaż również Karol Darwin spędził sporo czasu, badając florę i faunę tego regionu. A ci, którzy będąc w pobliżu lodowca, nie wypatrzyli typowych dla Patagonii roślin, mogą tutaj popatrzeć, jak wyglądają berberys bukszpanolistny, fuksja magellańska czy chilijski krzew ognisty.